Forum Osobowość schizoidalna Strona Główna Osobowość schizoidalna
Forum dla osób ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Osobowość schizoidalna

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Osobowość schizoidalna Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fd09
Administrator



Dołączył: 12 Lip 2014
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: mężczyzna

PostWysłany: Sob 2:39, 12 Lip 2014    Temat postu: Osobowość schizoidalna

Osobowość schizoidalna to zaburzenie osobowości charakteryzujące się nie tworzeniem więzi z innymi ludźmi, preferencją samotnictwa, chłodem emocjonalnym i obojętnością w sferze uczuciowej.

Oficjalne kryteria diagnostyczne według DSM-IV:
  • brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny
  • niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych
  • małe - o ile jakiekolwiek - zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi
  • czerpanie przyjemności z niewielu - o ile jakichkolwiek - rodzajów zajęć
  • brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni
  • wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych
  • okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości


Ostatnio zmieniony przez fd09 dnia Wto 20:36, 24 Lis 2015, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fd09
Administrator



Dołączył: 12 Lip 2014
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:16, 13 Lip 2014    Temat postu:

Trochę materiałów o osobowości schizoidalnej:

Po polsku
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych] (Osobowość schizoidalna zaczyna się na stronie osiemnastej)
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]

Po angielsku
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]
  • [link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez fd09 dnia Nie 10:11, 20 Lip 2014, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
W




Dołączył: 04 Lip 2015
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:03, 05 Lip 2015    Temat postu:

Osobowość schizoidalna:

Nancy McWilliams, Psychoanalytic Diagnosis, Second Edition: Understanding Personality Structure in the Clinical Process
[link widoczny dla zalogowanych]

Nancy McWilliams, Some Thoughts about Schizoid Dynamics
[link widoczny dla zalogowanych]

Gary Yontef, “PSYCHOTHERAPY OF SCHIZOID PROCESS”
[link widoczny dla zalogowanych]

Self in Exile
[link widoczny dla zalogowanych]

Artykuł z rodzaju psychologicznego dopingu (ale da się przeczytać):
[link widoczny dla zalogowanych]



Głosy antypsychiatryczne:

Personality Disorders Are Not Illnesses
[link widoczny dla zalogowanych]

Like a Fish Needs a Bicycle: For Some People, Intimacy Is Toxic
[link widoczny dla zalogowanych]

The Schizoid: A Persecuted Minority
[link widoczny dla zalogowanych]

Oppressed Group: Schizoid A Personality Not a Disorder
[link widoczny dla zalogowanych]

Schizoid, a Personality, Not a Disorder
[link widoczny dla zalogowanych]



Sensory-Processing Sensitivity / Highly Sensitive Person:

link do Wikipedii
[link widoczny dla zalogowanych]

Test
[link widoczny dla zalogowanych]

The Clinical Implications of Jung’s Concept of Sensitiveness
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]

Sensory Processing Sensitivity: A Review in the Light of the Evolution of Biological Responsivity
[link widoczny dla zalogowanych]

Temperament trait of sensory processing sensitivity moderates cultural differences in neural response
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez W dnia Pią 23:25, 29 Sty 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Angel




Dołączył: 21 Paź 2015
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: kobieta

PostWysłany: Śro 22:32, 18 Lis 2015    Temat postu: Oblicza lęku - osobowość schizoidalna (cały rozdział)

Osobowość schizoidalna

Zwrócimy się ku typowi osobowości, którego podstawowym problemem - w aspekcie lęku - jest lęk przed ofiarowaniem się, a który równocześnie - w aspekcie podstawowych impulsów życiowych - jest kierowany impulsem powodującym obracanie się wokół własnej osi, co, mówiąc językiem psychologii, jest tendencją do zachowania własnej osobowości i próbą wyraźnego dystansowania się od innych. Osoby przejawiające takie cechy stanowią typ schizoidalny.
Wszyscy pragniemy tego, by żyć jako niepowtarzalne indywiduum. Jak bardzo silne jest to pragnienie dowodzi reakcja na to, gdy ktoś pomyli lub przekręci nasze imię: nie chcemy być myleni z innymi osobami, więc odruchowo protestujemy. Dążenie do odróżniania się od innych jest nam dane w tym samym stopniu, co dążenie odwrotne - by jako istota społeczna przynależeć do jakiejś grupy czy społeczności. Z jednej strony chcemy, by treścią naszego życia były nasze własne sprawy, z drugiej jednak pragniemy też być w związkach i relacjach międzyludzkich, których istnienie nakłada na nas pewną odpowiedzialność. Jakie będą konsekwencje takiej sytuacji, gdy człowiek, uchylając się od ofiarowania się, złożenia daru z siebie, będzie przede wszystkim próbował zachować samego siebie?
Jego wysiłki będą szły przede wszystkim w tym kierunku, by stać się możliwie niezależnym i samodzielnym. Najważniejsze, to nie być na nikogo zdanym, nikogo nie potrzebować, wobec nikogo nie mieć zobowiązań. Dlatego osoba taka dystansuje się od otoczenia, nie pozwalając nikomu się do siebie zbliżyć, a kontakty, które nawiązuje, są bardzo powierzchowne. Jeśli otoczenie naruszy ten dystans, odbiera ona ten fakt jako zagrożenie własnej przestrzeni życiowej, jako niebezpieczeństwo dla swojej niezależności i integralności, więc będzie się bronić wszelkimi sposobami. W ten sposób pielęgnuje charakterystyczny dla siebie lęk przed bliskością z innymi ludźmi. Ale ponieważ w życiu nie da się uniknąć bliskości, będzie ona szukać zachowań obronnych, które mają służyć jako mur odgradzający od otoczenia.
Osoba taka będzie przede wszystkim unikać kontaktów osobistych, nie dopuszczając żadnych sytuacji intymnych i próbując urzeczowić relacje z innymi ludźmi, ponieważ lęka się spotkań z drugą osobą, z partnerem. Gdy jest wśród ludzi, najlepiej czuje się w grupach gdzie może pozostać anonimowa, doświadczając jednak zarazem przynależności do grupy poprzez wspólne zainteresowania. Najczęściej osoba taka skorzystałaby z bajkowej czapki niewidki, za którą ukryta mogłaby niepostrzeżenie uczestniczyć w życiu innych ludzi, nie musząc przy tym oddawać niczego z siebie.
Na zewnątrz tego rodzaju ludzie robią wrażenie chłodnych, zdystansowanych, bezosobowych, niechętnych do nawiązywania kontaktów, nieosiągalnych, a nawet zimnych. Często wydają się dziwni, a nawet zdziwaczali, niezrozumiali i obcy w swych reakcjach. Bywa, że znając ich długo, tak naprawdę ich nie znamy. Zdarza się też, że jednego dnia mamy wrażenie dobrego kontaktu z nimi, nazajutrz jednak zachowuj ą się tak, jakby nigdy nas nie widzieli, tak że im bliższy kontakt łączył ich z nami, tym bardziej szorstko odwracają się nagle od nas, bez wyczucia, często z nieuzasadnioną agresją, która nas rani.
Unikanie wszelkich form bliskości z lęku przed drugim człowiekiem, przed koniecznością złożenia z siebie daru sprawia, że osoba schizoidalna coraz bardziej popada w izolację i samotność. Jej lęk przed bliskością będzie szczególnie intensywny zwłaszcza przy próbach nawiązania bliskiego kontaktu emocjonalnego. A ponieważ uczucia sympatii, życzliwości, czułości i miłości są tym, co najbardziej ludzi wzajemnie do siebie zbliża, odczuwa je jako szczególnie niebezpieczne. To tłumaczy, dlaczego w takich sytuacjach reaguje odrzuceniem, wrogością, gwałtownym atakiem, zrywając nagle kontakt, wycofując się, zamykając się w sobie, tak, że nie można do niej trafić.
Pomiędzy nią a otoczeniem tworzy się przez to wielki dystans - brak kontaktu, który z czasem staje się coraz większy, pogłębiając jej izolację. Zawsze niesie to ze sobą konsekwencje w postaci wielu problemów; oddalenie od świata sprawia, że osoby takie za mało o nim wiedzą; niedostatek doświadczeń wypływający z kontaktów międzyludzkich staje się coraz dotkliwszy, a wraz z nim nasila się także brak pewności w obchodzeniu się z ludźmi. Dlatego też osoby tego typu nie wiedzą tak naprawdę, co przeżywa człowiek obok, gdyż tego można się dowiedzieć - jeśli w ogóle słowo „dowiedzieć" jest tu odpowiednie - tylko w relacji bliskości i zaufania oraz w pełnym miłości otwarciu się na drugą osobę. Dlatego też ludzie tego typu skazani są na przypuszczenia i domysły w kontaktach z innymi ludźmi, a w konsekwencji też bardzo niepewni, czy ich wrażenia i wyobrażenia na temat otoczenia, a szerzej - czy ich widzenie rzeczywistości jest tylko ich własnym urojeniem i projekcją, czy też prawdą.
Obraz, który jako pierwszy wykorzystał w tym kontekście Schulz-Hencke dla opisania sytuacji życiowej osób schizoidalnych przedstawia bardzo plastycznie sytuację, którą wszyscy przynajmniej raz w życiu przeżyliśmy: siedzimy w pociągu stojącym na peronie, na sąsiednim peronie stoi inny pociąg. Nagle spostrzegamy, że jeden z nich rusza. Ponieważ dzisiejsze pociągi poruszają się łagodnie, niemal niezauważalnie, nie odczuliśmy żadnego wstrząsu, żadnego szarpnięcia, rejestrujemy tylko optyczne wrażenie poruszania się. Nie jesteśmy w stanie od razu się zorientować, który z pociągów jest w ruchu, aż po jakimś nieruchomym przedmiocie dostrzeżonym na zewnątrz poznajemy, że nasz pociąg jeszcze stoi, a pociąg sąsiedni jest w ruchu lub odwrotnie.
Obraz ten trafnie oddaje sytuację wewnętrzną osoby schizoidalnej: nigdy nie wie ona dokładnie - w stopniu znacznie przekraczającym niepewność człowieka zdrowego - czy to, co czuje, co dostrzega i myśli, tylko sobie wyobraża; czy istnieje to w niej samej, czy też obiektywnie na zewnątrz. Efektem luźnego kontaktu osoby schizoidalnej ze światem zewnętrznym jest to, że brakuje jej możliwości orientacji w tym świecie, dlatego też waha się ona w ocenie swych przeżyć i wrażeń nie będąc pewna, czy przeżycia te może odnieść do rzeczywistości zewnętrznej, czy też są one wyłącznie jej urojeniem, należąc do jej własnego świata wewnętrznego; czy ktoś inny patrzy na mnie naprawdę ironicznie, czyja sobie to tylko wmawiam? Czy szef był dzisiaj wobec mnie naprawdę chłodny, czy ma coś przeciwko mnie, czy był inny niż zwykle - czy tylko to sobie wmawiam? Czy ubrałem się jakoś śmiesznie, czy naprawdę robię wrażenie dziwaka, czy też może ludzie rzeczywiście dziwnie na mnie patrzą? Ta niepewność może osiągać różne stopnie, od czujnej podejrzliwości i odnoszenia wszystkiego do siebie, do urojeń i przywidzeń dotyczących rzeczywistości, kiedy to myli się rzeczywistość wewnętrzną z zewnętrzną, tak iż nie ma się świadomości tej pomyłki, ponieważ za rzeczywistość bierze się własne projekcje. Łatwo sobie wyobrazić, jak głęboko boleśnie i głęboko niepokojąco musi odczuwać to ktoś, kogo niepewność jest stanem trwałym, a stanu tego - ze względu na wspomniany niedostatek bliskich kontaktów z innymi - nie można skorygować. Zapytać kogoś o to, zwierzając mu się ze swej niepewności i lęku, oznaczałoby konieczność zbliżenia się do niego, a ponieważ bliskości tej nie potrafi się przecież z nikim nawiązać, sądzi się, że można się spodziewać tylko niezrozumienia, wyśmiania lub też uznania za nienormalnego.
Nieufne, żyjące w poczuciu głębokiego braku bezpieczeństwa, które, jak się przekonamy, jest zarówno pierwszą przyczyną, jak i drugorzędnym następstwem bardzo luźnego kontaktu z innymi ludźmi, osoby schizoidalne rozwijają dla bezpieczeństwa takie funkcje i zdolności, które zdają się gwarantować im lepszą orientację w świecie: spostrzeganie zmysłowe, bystry intelekt, wysoką świadomość, myślenie racjonalne, ponieważ wszystko, co emocjonalne, wprawia je w stan niepewności. Niepewnie czując się w sferze emocji, dążą do „czystego poznania" oddzielonego od emocji, które - w ich przekonaniu - ofiaruje im coś, na czym będą się mogły oprzeć. Można się domyśleć, że osoby schizoidalne, wybierając zawód, skłaniają się ku tym dyscyplinom naukowym, które gwarantują tę pewność i oddzielenie od płaszczyzny przeżyć subiektywnych.
U tych osób życie uczuciowe pozostaje w tyle w stosunku do rozwoju strony racjonalnej; dzięki temu przestają być zdane na zależność emocjonalną i są zwolnione z konieczności wchodzenia w dynamiczny kontakt uczuciowy. Dlatego jest dla nich charakterystyczne, że przy ponadprzeciętnym rozwoju inteligencji wydają się zahamowane emocjonalnie; ich życie uczuciowe jest niedorozwinięte, a w każdym razie kalekie. Efektem jest daleko posunięta niepewność w kontaktach z otoczeniem, która z kolei jest powodem niekończących się trudności w życiu codziennym. Ludziom tym brak „średnich fal emocjonalnych" w kontakcie z innymi ludźmi oraz wyczucia niuansów w tej dziedzinie, tak że najzwyklejszy kontakt z drugim człowiekiem staje się dla nich problemem. Oto przykład: Pewien student miał w ramach seminarium wygłosić referat. Ponieważ nie umiał nawiązywać kontaktów, a przy tym zachowywał się arogancko, czym pokrywał swą niepewność, nie przyszło mu do głowy, by zapytać kogoś z kolegów, jak to zazwyczaj przebiega. Dręczyły go pytania i problemy, które miały związek tylko z nim samym, a nie z zadaniem, jakie przed nim stało. Czuł wielką niepewność, czyjego wywody sprostają oczekiwaniom, i wahał się między nadmiernie wysoką samooceną a poczuciem, że jego wystąpienie będzie bez wartości. Raz zdawało mu się, że referat będzie wspaniały, a nawet genialny, innym razem znów, że przygotował coś absolutnie banalnego, niezadowalającego. Brakowało mu umiejętności porównania swego referatu z pracami innych kolegów. Sądził, że zblamowałby się, zasięgając ich rady, nie wiedział, że takie zachowanie byłoby czymś zupełnie normalnym. Doznawał zatem wyolbrzymionego i przesadnego lęku, którego z powodzeniem mógłby sobie oszczędzić, gdyby jego kontakty z otoczeniem były naturalne i swobodne.
Takie i podobne sposoby zachowania u osób schizoidalnych z czasem się wzmacniają, sprawiając, że banalne, codzienne sytuacje stają się dla nich niesłychanie trudne; osoby te nie dostrzegają przy tym, że ich trudności dotyczą sfery kontaktów z innymi ludźmi, a nie są tylko kwestią braku umiejętności.

Osoba schizoidalna a miłość

Jak powiedzieliśmy, problemy osób schizoidalnych ujawniają się na tych etapach rozwoju, na których w grę wchodzi kontakt z innymi ludźmi: jest to czas aklimatyzacji w przedszkolu, w klasie, okres dojrzewania i kontakt z płcią odmienną, związki partnerskie i wszystkie inne odniesienia międzyludzkie. Ponieważ każda bliskość budzi w tych osobach lęk, narzucają one sobie dystans tym większy, im bliższa relacja zaczyna je z kimś łączyć, im większe prawdopodobieństwo zakochania się czy stania się obiektem czyjegoś uczucia. Z taką sytuacją kojarzy im się tylko konieczność wydania się na łup innej osoby i uzależnienie się od niej.

Rodzice i wychowawcy powinni zdawać sobie sprawę z tego, że trudności ich dziecka w kontaktach z rówieśnikami oznaczają początek problemów właściwych osobowości schizoidalnej; problemy te można będzie jeszcze, być może, opanować albo złagodzić, zanim zdążą się głębiej utrwalić w psychice dziecka. Kiedy trudno nawiązuje ono kontakt w przedszkolu albo w klasie, gdy nie ma przyjaciół, kiedy we własnych oczach jest samotnikiem lub jest w ten sposób spostrzegane przez innych; kiedy młodego człowieka w okresie dojrzewania nie interesuje płeć odmienna, a jedynie świat książek, gdy unika kontaktu z rówieśnikami, uciekając w samotne zajęcia, kiedy przechodzi w tym czasie głęboki kryzys przekonań, rozgryzając kwestie dotyczące sensu życia i nie dzieląc się z nikim dręczącymi go pytaniami - to wszystko stanowi sygnały alarmowe, które trzeba dostrzec i zrozumieć i które dla rodziców muszą oznaczać konieczność szukania fachowej porady.
Dla osób schizoidalnych okresem większych jeszcze problemów staje się czas dojrzałej młodości, który zazwyczaj jest etapem wyboru życiowych partnerów, a więc tworzenia się silnych relacji uczuciowych. W miłości zbliżamy się do siebie nawzajem w sposób najbliższy duchowo i fizycznie. W każdym spotkaniu dwojga osób opartym na miłości jednakowo zagrożone są nasza tożsamość i nasza niezależność, i to tym bardziej, im bardziej jesteśmy otwarci na tę drugą osobę, a także im bardziej pragniemy zachować własną tożsamość i niezależność. Z tego powodu próby zbliżenia się do drugiej osoby są raczej rodzajem zderzenia z ostrą rafą, kiedy to z bolesną ostrością ujawniają się ukryte dotychczas i nieświadomie, być może, przeżywane problemy. W jaki sposób osoba schizoidalna ma żyć z rosnącą tęsknotą za bliskością i dzieleniem się sobą z innym człowiekiem, z tęsknotą za czułością i miłością, jak ma radzić sobie z coraz silniejszą fascynacją seksualną drugim człowiekiem? Nieumiejętność nawiązywania kontaktów i brak "tonów pośrednich" w tej dziedzinie, co do tej pory ujawniało się jako brak doświadczenia w relacjach międzyludzkich, sprawiają, że integracja seksualna takich osób przebiega szczególnie trudno. Nie wyczuwają one niuansów zachowania w takich sytuacjach, potrafią jedynie utożsamiać się z dwiema rolami - albo wabiącego zdobywcy, albo uległej uwodzicielki. Czułość, dawanie wyrazu sympatii słowem lub gestem są im obce, brakuje im też empatii - umiejętności wczuwania się w stan drugiego człowieka.
Próby rozwiązania konfliktu między fascynacją a lękiem wobec drugiego człowieka mogą być bardzo różne. Często wygląda to tak, że osoba schizoidalna wchodzi tylko w relacje niezobowiązujące, z których łatwo się wycofać, lub w związki czysto seksualne, w których oddziela ona niejako sferę seksu od sfery emocji. Partner jest wtedy tylko obiektem seksualnym, który zaspokaja zmysły, lecz poza tym jej nie interesuje. Lecz właśnie z powodu braku zaangażowania emocjonalnego jej związki z osobami płci odmiennej nie są trwałe. W ten sposób osoby schizoidalne chronią się przed ujawnieniem swej nieporadności i braku doświadczenia w sprawach uczuciowych, a zarazem przed "niebezpieczeństwem" miłości. Z tego samego powodu bronią się przed przejawami uczucia ze strony partnera, nie wiedzą bowiem, jak na nie odpowiedzieć, ponieważ w ich odczuciu są one czymś wstydliwym.
Pewien człowiek poszedł do biura matrymonialnego i spośród wyłożonych przed nim fotografii wybrał zdjęcie kobiety, która podobała mu się najmniej - nie mogła ona stać się dla niego niebezpieczna, bo nie była w stanie wywołać w nim uczucia miłości.

Pewna kobieta potrafiła oddawać się fizycznie mężczyźnie tylko wtedy, gdy wiedziała, że potem najprawdopodobniej nigdy go nie spotka.

Pewien żonaty mężczyzna miał w tym samym mieście, w którym mieszkał ze swoją rodziną, jeszcze jedno tajne mieszkanie; od czasu do czasu traktował je jako schronienie, stając się dla wszystkich niedostępny, dopóki znowu nie odczuł potrzeby powrotu do rodziny. Potrzebował tego, by bronić się przed emocjonalnymi oczekiwaniami swej żony, która próbowała tym silniej związać go ze sobą, wzmacniając w nim przez to chęć ucieczki.
Przykłady te wskazują, jak wielki jest lęk osób schizoidalnych przed związkiem z drugą osobą, przed utratą swobody, niezależności lub byciem zdobytym. Pozwala to pojąć ich często dziwne i niezrozumiałe reakcje. Tym, co naprawdę należy do osoby schizoidalnej i co jest jej jakoś znane, jest ona sama: stąd jej uczulenie na rzeczywiste czy urojone zagrożenia jej integralności, na próby podporządkowania czy przekroczenia progu jej starannie strzeżonego terytorium osobistego, czy próby osłabienia dystansu, w którym żyje, a który jest jej potrzebny dla ocalenia samej siebie. Takie postępowanie nie pozwala oczywiście stworzyć atmosfery zaufania między dwiema osobami, nie wspominając nawet o intymności. W odczuciu osoby schizoidalnej związek z drugim człowiekiem oznacza konieczność dania mu z siebie zbyt wiele, co jest możliwe jedynie w przypadku partnerów, którzy pragną zbyt wiele troski i bliskości ze strony drugiej osoby. Lęk przed trwałym związkiem może stać się tak silny, że osoba schizoidalna rejteruje sprzed ołtarza czy urzędu stanu cywilnego.
Młody człowiek zaręczył się, ulegając naciskowi swej długoletniej sympatii. Sam nie potrafiłyby podjąć właściwie decyzji o wspólnym życiu. Przyszedł jednak do dziewczyny z pierścionkiem i zaręczyny się odbyły. Po uroczystości, w drodze powrotnej do domu, wrzucił do skrzynki pocztowej napisany wcześniej list, w którym donosił o zerwaniu zaręczyn.
Podobne sposoby zachowania nie są wśród osób schizoidalnych rzadkością. Na dystans często są one dobrymi i oddanymi przyjaciółmi, natomiast w bliskim kontakcie wycofują się i zamykają w sobie. Ponieważ oddzielają sferę seksu od sfery uczuć, tę pierwszą, której motorem jest instynkt i zmysły, przeżywają w oderwaniu od reszty, przez co spostrzegają partnera tylko jako obiekt seksualny i ich przeżywanie miłości wyczerpuje się w tej jednej tylko funkcji. Nie znają czułej gry wstępnej w erotyce; nie zważając na potrzeby partnera, dążą do osiągnięcia własnego celu. Miejsce czułości zajmują twarde uściski, czynienie bólu, brutalne obchodzenie się z partnerem. Może się za tym kryć pragnienie osiągnięcia wyrazistej reakcji ze strony partnera. Osoby takie mają również tendencję, by po osiągnięciu zaspokojenia jak najszybciej uwolnić się od partnera.
Po - chodzi o akt seksualny - najchętniej bym ją wyrzucił - to charakterystyczna wypowiedź schizoidalnego mężczyzny, który reaguje w ten sposób, gdy partnerka daje mu do zrozumienia, że oczekuje od niego uczucia.
Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy osoba schizoidalna przenosi na partnera lub partnerkę przepastną ambiwalencję między miłością a nienawiścią oraz swoje wątpliwości co do tego, czy sama może być kochana. Wystawia wtedy partnera na ciągłe próby, domagając się od niego nowych dowodów uczucia, które mają uspokoić jej wątpliwości. Postawa ta może przybrać nawet formę klasycznego sadyzmu. Zachowanie przybiera wówczas postać destrukcyjną; dowody i przejawy uczucia okazywane przez partnera są pomniejszane, bagatelizowane, analizowane, podawane w wątpliwość lub w przewrotny sposób nazywane instynktem. Spontaniczne oznaki uczucia partnera odczytuje się jako dowód jego nieczystego sumienia, poczucia winy lub próbę obłaskawienia (Co chcesz przez to osiągnąć, widocznie masz coś na sumieniu?!). Najczęściej istniejący model psychologiczno-abstrakcyjny proponuje nieskończenie wiele możliwości interpretowania takiego tendencyjnego rozumienia zachowań partnera, zniekształcającego zupełnie ich sens. W jednej ze swych powieści Christiane Rochefort znakomicie naszkicowała taki związek, przedstawiając w sposób przekonujący sytuację kochającej kobiety, którą schizoidalny partner doprowadza do granicy wytrzymałości.
Nierzadko osoba schizoidalna niszczy też swym cynicznym zachowaniem wszelkie objawy czułości u siebie i swego partnera, a czyni to dlatego, aby im nie ulec i nie okazać się miękką. W chwili najbardziej intymnego otwarcia się partnera rani go boleśnie słowem, trafiając w jego najbardziej czuły punkt, przy czym zachowanie, wyraz twarzy i słowa takiej osoby przybierają ton ironiczno-ośmieszający: Czemu patrzysz na mnie jak wierny pies?, Gdybyś wiedziała, jak komicznie wyglądałaś przed chwilą albo Daj spokój z tymi głupimi wyznaniami, przejdźmy wreszcie do rzeczy.
W ten sposób systematycznie niszczy ona w partnerze jego gotowość okazywania miłości, chyba że ten obdarzony jest niesłychaną zdolnością kochania albo jest typem masochistycznym, który działając z poczucia winy i lęku przed utratą partnera lub też z innego powodu, jest przekonany, że wszystko musi znieść, bądź też odczuwa przyjemność, będąc dręczonym. Jeśli jest inaczej, dochodzi w końcu do tego, że wycofuje się on albo zaczyna nienawidzieć, co zresztą u partnera schizoidalnego może wywołać uczucie triumfu (Teraz wreszcie pokazujesz swoją prawdziwą naturę!). Partner schizoidalny nie przyzna się nigdy przed sobą, że to właśnie jego zachowanie doprowadziło do takich problemów w związku. Wiele tego schizoidalnego tragizmu zawierają powieści autobiograficzne Strindberga; w sugestywny sposób opisują one powody, dla których w ten właśnie sposób, pod wpływem różnych wydarzeń życiowych, ukształtowała się ostatecznie psychika bohaterów (na przykład Syn służącej). Również Axel Borg, główna postać powieści Strindberga Nad otwartym morzem jest znakomicie naszkicowanym typem osobowości schizoidalnej o cechach samego pisarza.
Jeśli chłód uczuciowy jest jeszcze większy, zachowanie osoby schizoidalnej przybiera formy ekstremalne, chorobowe, a granica oddzielająca ją od zdolności dopuszczenia się gwałtu, a nawet mordu staje się bardzo cienka, zwłaszcza gdy na partnera przenosi ona swoją nienawiść i pragnienie zemsty, które w okresie dzieciństwa kierowała do osób z najbliższego otoczenia. Niezintegrowana z całą osobowością, oddzielona od niej sfera popędów jest zawsze niebezpieczna, a jeśli dojdzie do tego jeszcze daleko posunięta niezdolność wczucia się w partnera i kalectwo uczuciowe, wówczas możliwe stają się wszystkie przestępstwa na tle seksualnym.
Trudności w stworzeniu związku uczuciowego, a właściwie trudności ze znalezieniem partnera w ogóle powodują, że osoby schizoidalne próbują często same dać sobie radę w życiu, traktując siebie jak partnera i zaspokajając się poprzez masturbację. Bywa też, że kierują się ku obiektom zastępczym, i wtedy mamy do czynienia z fetyszyzmem. Oczywiście, wybierając obiekty zastępcze, nie mogą rozwinąć zdolności kochania, chociaż nawet w takich zdegenerowanych formach miłości jest jeszcze coś z pragnienia miłości, z tęsknoty za nią. U osób tego typu stwierdza się nierzadko infantylny poziom rozwoju sfery seksualnej, a dotyczy to nawet tych, których osobowość w innych aspektach jest wysoce rozwinięta. Wybór niedojrzałego płciowo partnera - dziecka lub młodocianego - jakiego nieraz dokonują, można tłumaczyć w ten sposób, że nie potrafią nawiązać normalnych kontaktów z otoczeniem, natomiast wobec dzieci czy nastolatków czują mniejszy lęk, gdyż mogą liczyć z ich strony na dziecięcą ufność.
Niekiedy owa nierozwinięta, niepotrafiąca znaleźć odpowiedniego wyrazu potrzeba miłości i pragnienie ofiarowania siebie drugiemu człowiekowi, wyrażają się gwałtownymi wybuchami zazdrości graniczącej z szaleństwem. Osoba schizoidalna czuje, że swym zachowaniem nie zasługuje na miłość, że nie jest zdolna do miłości i że nie potrafi nikogo przy sobie zatrzymać. Dlatego wszędzie wietrzy rywali, których często - zresztą słusznie - uważa za umiejących kochać lepiej i bardziej godnych miłości. W naturalnych, zwyczajnych zachowaniach partnera doszukuje się niepokojących powodów, przewrotnych zamiarów i diabelskiego podstępu, jest podejrzliwa i skłonna do dzielenia włosa na czworo. Może to doprowadzić do szaleństwa, sprawić, że związek stanie się nie do wytrzymania, a w końcu zostanie zniszczony. Towarzyszy temu potrzeba niszczenia, która jej samej sprawia cierpienie, lecz której opanować nie potrafi. Motywacja w tych przypadkach może być następująca: Jeśli nie mogę być kochany(a), zniszczę to, czego i tak nie zatrzymam, będę przynajmniej tym, kto ustala reguły gry, a nie tylko kimś, kto cierpi. W ten sposób można rozumieć postępowanie tego typu osób, że właśnie w tych sytuacjach, kiedy chciałyby kochać i być kochane, zachowują się szczególnie odrzucająco. Jeśli partner się od nich odwróci, odczują to mniej boleśnie, niż gdyby naprawdę o niego walczyły, a mimo to zostały porzucone. Taka "profilaktyka", której celem jest oszczędzenie sobie rozczarowania, zdarza się wśród osób schizoidalnych dość często; najczęściej podświadomie wypróbowuje się w ten sposób partnera: Jeśli on(a) mnie mimo mojego zachowania jeszcze kocha, to znaczy, że kocha naprawdę. W każdym z takich przypadków można rozpoznać, jak trudno takim osobom o przeświadczenie, że są warte miłości. W sytuacjach ekstremalnych podejrzliwość i zazdrość mogą doprowadzić do morderstwa: Jeśli on(a) mnie nie kocha, niech nie kocha też nigdy nikogo innego.
Na poziomie świadomości lęk przed ofiarowaniem siebie drugiej osobie przeżywany jest jako lęk przed związaniem się. Pragnienie ofiarowania się, które należy przecież do istoty człowieka, rośnie, gdy jest spychane, i powiększa lęk, tak że jest odczuwane jako konieczność całkowitego poświęcenia się i bycia pochłoniętym przez "ty". Przez to dochodzi do demonizowania partnera, co na zasadzie sprzężenia zwrotnego podsyca lęk. Tym możemy wytłumaczyć pewne trudno zrozumiałe reakcje osób schizoidalnych, głównie zaś gwałtowne wybuchy nienawiści; biorą się one z poczucia zagrożenia ze strony rzekomo potężnego "ty", brak tu przekonania o tym, że potęga przypisywana partnerowi jest owocem własnej projekcji.
Dlatego decyzja o wejściu w stały, długoletni związek jest dla osoby schizoidalnej czymś trudnym. Szuka ona raczej krótkich, intensywnych, lecz urozmaiconych związków. Małżeństwo jest dla niej instytucją mającą wszelkie cechy niedoskonałości wynalazków stworzonych przez człowieka i może być rozwiązane, jeśli przestaje zadowalać. Powinno ono bardziej uwzględniać potrzeby człowieka i być do niego dostosowane. Niewierność w stałym związku jest w jej ocenie czymś nieuniknionym. Żąda dla siebie wolności i jest gotowa, bardziej zresztą teoretycznie niż w rzeczywistości, przyznać prawo do tej wolności również partnerowi. Często jest to typ teoretyka małżeństwa, reformatora tej instytucji. Osoby schizoidalne mają w każdym razie odwagę występowania przeciwko konwencjom i tradycjom, przeciwstawiając im własny styl życia i własne poglądy. W tym okazują one więcej autentyczności i odwagi cywilnej niż wielu innych ludzi. Czasem żyją w długotrwałym związku, bojąc się jednak jego legalizacji, dlatego częściej żyją w związkach "małżeńskopodobnych", nie uwieńczonych formalnym ślubem. Mężczyźni schizoidalni wcześnie osieroceni przez matkę lub rozczarowani relacją z matką często wiążą się ze starszymi, matkującymi im kobietami; pozwala im to nadrobić niedostatki emocjonalne okresu dzieciństwa. Takie partnerki potrafią niekiedy dać ciepło i poczucie bezpieczeństwa, nie oczekując dla siebie zbyt wiele. Są to kobiety umiejące obdarzać uczuciem, które rozumieją sytuację partnera i nie spodziewają się czegoś, czego on nie może dać. I dlatego właśnie wiążą go ze sobą mocniej, niż udałoby się to innej kobiecie. Tylko u najbardziej skrzywionych psychicznie, mających za sobą szczególnie złe doświadczenia z okresu dzieciństwa, rozwija się forma nienawiści do kobiet połączona z odruchami zemsty. Ponieważ dla mężczyzn schizoidalnych to, co związane z kobietą, jest obce i zagrażające, skłaniają się ku osobom własnej płci lub wybierają partnerkę, która dzięki pewnym cechom męskim nie wydaje im się od nich tak różna, jak "kobieta bardzo kobieca". Związek taki ma charakter bardziej bratersko-koleżeński i opiera się raczej na wspólnych zainteresowaniach niż na fascynacji erotycznej. We wszystkich związkach znosi on z trudem nieustanną bliskość - na przykład oddzielna sypialnia jest jego najbardziej naturalną potrzebą, a partnerka musi okazać w tym względzie zrozumienie, jeśli nie chce, aby przyjął wobec niej postawę obronną.
Podsumowując, można powiedzieć, że osoby schizoidalne mają szczególne problemy z rozwinięciem zdolności okazywania uczuć. Są niesłychanie wyczulone na wszystko, co grozi ograniczeniem ich wolności i niezależności, są skąpe w okazywaniu uczuć i czują się nieszczęśliwe, gdy partner okazuje im swe uczucia w sposób ostentacyjny. Kto będzie umiał brać je takimi, jakimi są, może liczyć na głębokie odwzajemnienie uczuć, które jednak nie będą należycie ujawnione i potwierdzane.

Osoba schizoidalna a agresja

W tym rozdziale i w rozdziałach następnych zdecydowałem się mówić o agresji właśnie, a nie o nienawiści, ponieważ agresja jest najczęstszym przejawem nienawiści i jest w swych różnych odmianach łatwiejsza do jasnego przedstawienia. Lęk i agresja są ze sobą ściśle związane: agresję wyzwalają niechęć i lęk, przy czym niechęć jest zapewne wcześniejszą, bardziej archaiczną formą lęku, tworzącą się na etapie naszego wcześniejszego dzieciństwa. Jest to u człowieka okres rozwoju, w którym nie jest on w stanie radzić sobie z niechęcią i przezwyciężać lęk, tak jak potrafi to czynić później, w związku z czym jest wydany bezbronnie na pastwę obu tych emocji. Przyczyną, która je wywołuje, są intensywne frustracje: głód, zimno, ból; zaburzenia własnego rytmu życiowego i integrowania się z otoczeniem; przeciążenie organów zmysłowych i ograniczenie swobody ruchu, obcość wobec własnego ja; zbyt natarczywa bliskość osób postronnych; samotność. Lęk jest zatem w tym okresie przede wszystkim intensywnie odczuwaną niechęcią. W tych sytuacjach u małego dziecka lęk i agresja objawiają się jednocześnie: to, co wyzwala niechęć i lęk, wyzwala zarazem agresję i złość.
Jaką bronią dysponuje niemowlę, żeby przezwyciężyć lęk i wyrazić niechęć? Najpierw jest to silna złość, która objawia się krzykiem, wymachiwaniem nóżkami i rączkami, potem tupaniem, biciem piąstkami na oślep – jest to więc wyładowanie i odreagowanie motoryczne. Ponieważ niemowlę nie rozróżnia jeszcze „ja” od „ty”, przejawy jego agresji nie są ukierunkowane, nie odnoszą się do konkretnej osoby, są jedynie odreagowaniem niemiłych odczuć i niechęci i odciążają organizm z nagromadzonych w nim uczuć, z którymi inaczej dziecko nie umiałoby sobie poradzić. Możemy mówić w tym przypadku o archaicznej formie agresji, wyrażającej się w sposób elementarny, niekontrolowany, spontaniczny, nieskierowany na konkretnych ludzi, a w związku z tym bezwzględny i niełączący się z poczuciem winy – to ostatnie zakłada przecież odniesienie do innych ludzi.
Intensywność pierwotnego łęku jest ogromna, gdyż niemowlę – czując swą bezbronność – przeżywa go jako zagrożenie własnej egzystencji, całego swego istnienia. Proporcjonalnie do tego agresja i złość przeżywane są w sposób totalny, angażujący całe istnienie niemowlęcia; w tych sytuacjach staje się ono jakby czystą złością, samym strachem, owładnięte przymusem odreagowania tych emocji, zrzucenia ich z siebie. Odruchowe wycofywanie się, odwrócenie się od świata lub opisana burza reakcji motorycznych są zapewne dwiema formami pierwotnymi w reakcji na lęk i niechęć także u innych istot: ucieczka, wycofywanie się aż do prób samobójczych lub też kierunek przeciwny – atak, eksplozja zachowań.
Jeśli dorosła osoba schizoidalna pozostaje z nikim niezwiązana, doświadcza siebie jako kogoś, kto pozbawiony jest poczucia bezpieczeństwa i ochrony, wydany na pastwę i żyjący w zagrożeniu, a wówczas przeżywa ona rzeczywiste lub też rzekome ataki na siebie jako zagrożenie całej swej egzystencji. W związku z tym jej reakcje są całkowicie archaiczne w sensie opisanym powyżej: natychmiastowa, bezwzględna agresja, która ma usunąć ów nieznośny lęk i jego przyczyny oraz ulżyć samopoczuciu – to get it out of one’s system, jak mawiają Anglicy.
Łatwo można sobie wyobrazić, jak niebezpieczna może się stać taka archaiczna, schizoidalna agresja, która wynika z poczucia egzystencjonalnego zagrożenia ludzi nieznających związków uczuciowych z innymi. Odruchy agresji nie są tu w żaden sposób powstrzymywane, hamowane ani zintegrowane z całością osobowości, pełnią tylko rolę elementarnego mechanizmu rozładowania napięcia, który działa w sposób niemający żadnego względu na okoliczności. Tak jak w przypadku seksualności, również agresja i inne emocje funkcjonują w izolacji od całości życia emocjonalnego, oddzielone od niego jako czysto popędowe reakcje niewtopione w całość przeżyć emocjonalnych. Ponieważ osobom takim brakuje umiejętności wczuwania się w drugiego człowieka, nie dysponują one właściwie żadnymi hamulcami, ich agresja służy więc zmniejszaniu napięć, jest niekontrolowana i przeżywana bez poczucia winy. Ponadto osoby schizoidalne, nie mając powiązań emocjonalnych z innymi ludźmi, nie potrafią wyobrazić sobie oddziaływania własnych emocji i agresji na otoczenie – inni – nie liczą się przy tym zupełnie – nie zdają sobie sprawy, jakie skutki wywołuje ich ostre, raniące i gwałtowne zachowanie. Kiedyś prasa doniosła, że dorastający chłopak popełnił mord na kilkulatku. Na pytanie o motywy morderca odparł, wzruszając ramionami, że nie miał żadnych szczególnych powodów; ten mały po prostu jakoś mu przeszkadzał. Tak niebezpieczna staje się oderwana od całości życia emocjonalnego, wyizolowania, niczym nie hamowana agresja, która powstaje z nagromadzonej nienawiści, wyzwolona przez niewinne zdarzenia. Może się ona wyrodzić i przyjąć wszystkie możliwe do pomyślenia ekstremalne formy, zwłaszcza gdy łączy się z podobnie niezintegrowanym popędem seksualnym. „Autoportret Jürgena Bartscha” daje tego wstrząsający dowód.
Kinzel, psychiatra amerykański, stwierdził, że więźniowie agresywni potrzebują dwukrotnie większej strefy ochronnej, tzw. przestrzeni wokół siebie, w porównaniu z więźniami nieagresywnymi. Agresywni – a będziemy do nich zaliczać osoby schizoidalne – gdy ktoś przekraczał ich strefę ochronną, reagowali paniką, która natychmiast przybierała formę dzikiego ataku. Plastycznie przedstawiony przykład samopoczucia osoby schizoidalnej sformułował jeden z moich pacjentów: Kiedy ktoś wchodzi w przestrzeń naruszającą dystans, jakiego potrzebuję, reaguję nienawiścią. Przypomina się tutaj zachowanie zwierząt opisane przez Konrada Lorenza; reagują one agresją na tego, kto przekracza granicę ich rewiru (K. Lorenz: Tak zwane zło).
Brak poczucia bezpieczeństwa i bliskich relacji z innymi ludźmi oraz wynikająca stąd podejrzliwość każą osobie schizoidalnej odczuwać bliskość drugiego człowieka jako zagrożenie, na które odpowiada najpierw lękiem, a zaraz potem agresją. Emocje te, będące podstawą życia osób schizoidalnych pozwalają zrozumieć niektóre ich zachowania. Archaiczna, niezintegrowana, wyizolowana agresja może przejść w działania o charakterze gwałtownym, które mają „unieszkodliwić” drugą osobę, niczym natrętnego insekta, który się naprzykrza. Jak wszystkie niezwiązane, oddzielone od całości życia uczuciowego popędy, agresja również może się niebezpiecznie usamodzielnić, prowadząc ku zachowaniom aspołecznym czy wręcz kryminalnym.
Abstrahując od przykładów krańcowych, trzeba stwierdzić, że nawet gdy zachowania ekstremalne nie ujawniają się, ludziom schizoidalnym nie łatwo jest kontrolować swą agresję. Oni sami najczęściej nie cierpią z powodu własnej agresji, cierpi za to otoczenie. Co początkowo było tylko rozładowaniem lęku, może przejść w agresję, w której znajdują przyjemność, w której niejako się ćwiczą, wypróbowują, doskonalą, osiągając wszelkie możliwe formy okropności sadyzmu. Szczerość, nagła raniąca ostrość, chłód, niedostępność, cynizm, przechodzenie od sympatii do wrogiego odrzucenia są najczęstszymi przejawami agresji. Osobą schizoidalnym brakuje „tonów pośrednich” – umiejętności korzystania z agresji odpowiedniej do sytuacji; ta ostatnia cecha jest oceniane w ten sposób z zewnątrz, gdyż z punktu widzenia osób schizoidalnych ich reakcje są zawsze adekwatne do sytuacji. U osób tego typu agresja spełnia często jeszcze inną, oprócz obronnej funkcje. W pierwotnym sensie słowa (adgredi – zbliżyć się do kogoś) agresja jest dla ludzi schizoidalnych sposobem nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem, często jedynym, jakim umieją się posłużyć. Jest więc ona w ich przypadku rodzajem sygnału, jaki znamy z obserwacji „normalnego” otoczenia, którym są niezgrabne próby zbliżenia się chłopców w okresie dojrzewania do dziewcząt. W tym przypadku, tak jak u osób schizoidalnych, zachodzi to samo pomieszanie lęku i podziwu, ukrywanie uczuć, niezdarne gesty zamiast delikatności, której okazać się nie potrafi lub którą okazać się wstydzi – obawa przed ośmieszeniem, huśtawka uczuć od sympatii do niechęci i cynizmu, gotowość natychmiastowego wycofania się w razie rzeczywistego lub domniemanego odrzucenia.
W postepowaniu z osobami schizoidalnymi ważne jest, by zdawać sobie sprawę, że ich agresja może mieć także cechy sygnału, którym starają się zwrócić na siebie uwagę. Zachowanie agresywne jest dla nich łatwiejsze niż wyrażenie sympatii i innych pozytywnych uczuć. Z powodu zasadniczego niedostatku kontaktów międzyludzkich ujawnia się ta wielka niepewność. Doświadczenie z pracy psychoterapeutycznej pokazuje, że jeśli stworzymy im atmosferę spokojnej akceptacji i damy czas na nadrobienie braków w tej dziedzinie, będą one zapewne w stanie włączyć agresje w całość swojego życia emocjonalnego i nauczą się adekwatnie z niej korzystać.

Historia życia jako tło

W jaki sposób dochodzi do rozwoju osobowości schizoidalnej, do owego lęku przed oddaniem się (poświęceniem się) i – co się z tym wiąże – do nadmiernego koncentrowania się na sobie, na trosce o zachowanie własnej indywidualności?
Konstytucjonalnie sprzyja temu niezwykle wrażliwe podłoże osobowościowe, kruchość psychiki, chwiejność i podatność na zranienia. Dystans pomiędzy sobą a otaczającym światem, jaki się wówczas tworzy, jest formą samoobrony; wrażliwość rejestrująca wszystko z czujnością radaru sprawia, że zbyt dużą bliskość fizyczną czy psychiczną odbiera się jako coś, co jest zbyt nachalne. Dlatego osoby schizoidalne potrzebują dystansu, by móc poradzić sobie ze światem i życiem; dystans zapewnia im poczucie bezpieczeństwa i pewność, że nie będą przez innych niepokojone czy ośmieszane. Ich wrodzone skłonności sprawiają, że są niejako pozbawione warstwy ochronnej, „grubej skóry”, poszukują więc odosobnionej przestrzeni życiowej, zamykają się, aby nadmiar bodźców, jakie do nich docierają, nie uniemożliwił im funkcjonowania w rzeczywistości.
Inną okolicznością sprzyjającą kształtowaniu się osobowości schizoidalnej jest impulsywny motorycznie, agresywnie popędowy charakter i wrodzona niechęć do budowania relacji z innymi ludźmi, jednym słowem – natura, która powoduje, że już od wczesnego dzieciństwa jest się przez otoczenie traktowanym jako osoba trudna, dziwna czy uciążliwa. Później doświadcza się ciągle odrzucenia, upominania, przywoływania do porządku, nieakceptowania z powodu swego usposobienia, co sprzyja właśnie ucieczce w dystans i nieufności. Jest to dla tego typu osób tak charakterystyczne, że z czasem zaczyna stanowić cechę wyróżniającą je wśród innych.
Należałoby wymienić też te cechy fizyczne, które nie tworzą właściwie konstytucji człowieka w wąskim sensie, należą jednak do sfery jego cielesności; nieakceptowane u dziecka przez otoczenia stają się czynnikiem kształtującym typ osobowości schizoidalnej. Są to te cechy, które sprawiają, że dziecko od początku nie spełnia oczekiwań i wyobrażeń swoich rodziców, przede wszystkim matki. Może to być na przykład fakt, że nie jest chłopcem lecz dziewczynką, lecz równie dobrze może to być każda inna cecha psychiki, która powoduje, że matce trudno zaakceptować dziecko i otoczyć je miłością, jakiej ono potrzebuje – trzeba tu wspomnieć o dzieciach niechcianych.
Do tych czynników konstytucjonalnych – w których przypadku częściej niż samo ich istnienie do rozwoju osobowości schizoidalnej przyczynia się reakcja otoczenia na nie – dochodzą czynniki środowiskowe, te najbardziej istotne przyczyny rozwoju osobowości schizoidalnej. Żeby to zrozumieć, musimy sobie wyobrazić sytuację dziecka po urodzeniu i w pierwszych tygodniach życia.
W przeciwieństwie do innych istot dziecko pozostaje w długotrwałej, całkowitej zależności od swego otoczenia, głównie od matki. Adolf Portmann mówił w tym kontekście, że człowiek zbyt wcześnie przychodzi na świat.
Żeby dziecko potrafiło z ufnością zwrócić się do innych i odkryć, że obok istnieje „ty”, otoczenie musi mu się jawić jako możliwe do zaakceptowania i budzić w nim zaufanie. Możliwe do zaakceptowania w tym sensie, że odpowiada jego potrzebom stosownie do wieku. Niemowlę potrzebuje atmosfery, którą najlepiej oddają słowa: poczucie bezpieczeństwa, wrośnięcie w środowisko. Powinno ono móc doświadczyć owej „rajskiej” fazy życia, kiedy jego potrzeby otoczenie spełnia w sposób oczywisty. Budujące się w ten sposób zaufanie tworzy podwaliny odwagi w dorosłym życiu, otwarcia się na innych bez lęku, że zostanie zniszczonym.
Dziwne, że przez długi czas mieliśmy bardzo niejasne wyobrażenia na temat życiowych potrzeb niemowlęcia: najczęściej zbyt nisko ocenialiśmy umiejętność rozróżniania i spostrzegania u niemowląt, podobnie jak wpływ najbliższego otoczenia. Wielkie wrażenie wywierają w tym kontekście badania nad niemowlętami przeprowadzone przez szwajcarskiego pediatrę Stirnimanna. Oto kilka cytatów z jego książki „Psychologia noworodka”: „W najzupełniej poważnych publikacjach uważa się odczuwanie bólu przez noworodka do szóstego tygodnia życia za wykluczone. Ze nie jest to prawdą, upewniam się przy okazji zastrzyków, jakie daję niemowlętom. Mogę wtedy z całą pewnością przewidzieć, że przy drugiej iniekcji następnego dnia będą one płakały już w chwili, kiedy pielęgniarka będzie dezynfekować miejsce pod zastrzyk”. Na temat pamięci pisze Stirmann: „Istnieje pamięć przednarodzeniowa. Dowodem tego jest, iż dzieci gospodyń domowych są według obserwacji naszych nocnych pielęgniarek aktywne często aż do północy, nie płacząc i nie marudząc, natomiast dzieci matek pracujących w piekarniach stają się niespokojne pomiędzy godziną drugą a trzecią w nocy. Poprzez rytm życia matki i jej nocnego wypoczynku dziecko już w życiu płodowym przyzwyczaiło się do rytmu zmian pomiędzy aktywnością a spokojem”.
Jak widać, jest tu jeszcze wiele do odkrycia; z badań Stirnimanna wynika jednak z całą pewnością, że bagatelizowaliśmy zdolność odczuwania, spostrzegania i życia emocjonalnego u noworodków. Pielęgnacja niemowlęcia, karmienie i dbanie o jego higienę wydawały się przez długi czas rzeczą najważniejszą i całkowicie wystarczającą małemu dziecku. Dopiero dokładne badania wczesnego dzieciństwa, które zawdzięczamy zwłaszcza psychoanalizie Freunda i jego następców, przyniosły nam zupełnie nowe poglądy na ten temat, uzupełnione jeszcze przez teorię zachowań. Badaniom tym zawdzięczamy wiedzę na temat znaczenia wczesnych doświadczeń i pierwszych tygodni życia noworodka.
Wprawdzie już Goethe (Rozmowa z Kneblem 1810) poczynił tę samą obserwację, gdy stwierdził: „Naszym zasadniczym błędem jest, iż zbyt mało zwracamy się ku najwcześniejszemu wychowywaniu. Od niego zależy przecież w największej części cały charakter, cała osobowość dorosłego człowieka”. Takie intuicyjne poglądy były jednak rzadkością i nie wyciągano z nich należytych wniosków. Dzisiaj wiemy, że najbliższe otoczenie dziecka musi zaspokajać, oprócz pielęgnacji, jego niezbędne potrzeby – dawać mu ciepło emocjonalne, uwagę, zapewnić we właściwych proporcjach zarówno spokój, jak i stosowne bodźce, stworzyć pewną stabilizację środowiska, aby dziecko mogło odpowiedzieć za swej strony ufnością i otwarciem. Ogromnie ważne jest przy tym, żeby otrzymywało ono czułość fizyczną, której będzie doświadczać własnym ciałem.
Gdy jednak w tym wczesnym okresie dziecko będzie odbierać świat jako przerażający, niebudzący zaufania, jako pustkę albo przeciwnie – jako coś, co je przerasta, zostanie odstraszone, zamknie się w sobie, przyjmie postawę wyczekującą. Zamiast zwrócić się z ufnością ku światu, nabędzie głębokiej nieufności. Zarówno pustka, na którą małe dziecko bywa skazywane, gdy rodzice zbyt często i długo pozostawiają je samemu sobie, jak i nadmiar bodźców i zmiennych wrażeń lub zbyt wielka intensywność tych bodźców działają na nie schizoidalnie; takie dziecko będzie skrzywdzone już u progu swoich relacji ze światem, znajdując ostoję i ratunek jedynie w sobie.
René Spitz w swoich badaniach nad dziećmi w domach dziecka pokazał, że dzieci, które w pierwszych tygodniach życia zbyt długo oddzielone były od matki, doświadczając braku matczynej miłości, doznały ciężkich i niemożliwych do naprawienia szkód w swoim rozwoju psychicznym. I to przy najlepszym odżywianiu i w najlepszych warunkach higienicznych, które zapewniał im dom małego dziecka (na dziesięć niemowląt przypadała tam jedna pielęgniarka). Wszystkie dzieci zaniedbywane w najwcześniejszym okresie życia lub przytłoczone nadmiarem bodźców będą wykazywać w przyszłości wyraźne opóźnienia albo jednostronność rozwoju, braki lub przeciwnie – rozwój nieproporcjonalnie wysoki w stosunku do swego wieku. Efektem braku warunków umożliwiających zdrowy rozwój staje się też lęk przekraczający odporność ich młodej psychiki.
Najczęściej na takie wczesne skrzywienia prowadzące ku schizoidii narażone są dzieci niechciane i niekochane, a także te, które z konieczności skazane były na oddzielenie od matki z powodu jej utraty lub z powodu choroby i długiego pobytu w szpitalu; dzieci chowane w „złotej klatce”, w której często pozostawiane były opiece bezdusznego personelu, ponieważ matki nie miały dla nich czasu; dzieci mające matki niekochające, zbyt chłodne lub młode, niedojrzałe jeszcze do macierzyństwa; dzieci matek, które po porodzie zbyt wcześnie muszą powrócić do pracy i nie mogą zapewnić tego, czego dziecko potrzebuje.
Oprócz braku uwagi i miłości w najwcześniejszym okresie życia – jest to najpoważniejsza przyczyna rozwoju osobowości schizoidalnej – istnieje jeszcze inny powód: nadmiar wrażeń i bodźców. Zdarzają się mianowicie matki, które nie potrafią zostawić dziecka w spokoju i wczuć się w jego potrzeby. Ten problem wydaje się mniej zrozumiały, dlatego piszemy go bliżej. Dla wykształcenia się orientacji, jaką niemowlę musi posiąść, niezbędne jest, by otoczenie stworzyło mu warunki określonej stabilizacji. Wtedy z czasem staje się dla dziecka czymś znanym, tak że nabiera ono do niego ufności. Ufność, której dziecko doświadcza, jest konieczna, by potrafiło ufać w przyszłości. Zbyt częste zmiany opiekunek, otoczenia i nadmiar doznań zmysłowych to okoliczności, z którymi niemowlę nie potrafi sobie poradzić (np. ciągle hałaśliwe dźwięki dochodzące z radia czy telewizji, ostre światło w porze snu dziecka, częste podróżowanie z nim itd.) ten niepokój otoczenia oraz matka, która nie zapewnia niemowlęciu potrzebnego mu spokoju i samotności, która zajmuje się nim nieustannie, zabierając je wszędzie z sobą, nie dając mu żadnej możliwości wsłuchania się w jego własne impulsy, oddziałują na małe dziecko negatywnie, sprawiając, że wycofuje się ono i zamyka w sobie, staje się lękliwe lub podenerwowane. Oprócz takiego typu matek istnieją też inni, którzy narzucają dziecku zbyt duże wymagania, co sprzyja kształtowaniu psychiki schizoidalnej, gdyż uniemożliwia naturalny rozwój. Są to rodziny, w których dziecko musi balansować pomiędzy skonfliktowanymi, niedojrzałymi dorosłymi, którzy sami nie radzą sobie z własnymi trudnościami i z własnym życiem.
Dziecko zbyt wcześnie wchodzi w sytuację napięć i konfliktów, jest zmuszane do wczuwania się w trudną, a jednocześnie zmieniającą się atmosferę domową, stają się nie dodawać już do tej sytuacji własnych problemów. Niejednokrotnie musi przejąć rolę rodziców w stosunku do siebie samego, a nawet w stosunku do nich samych, bo nie znajduje w nich oparcia, a sami rodzice także go sobie nawzajem nie dają. Jest to zadanie wielokrotnie przewyższające możliwości dziecka: zanim jeszcze zdoła rozpoznać, kim jest, zostaje zmuszone do wejścia w dojrzałość, do okazywania dorosłym zrozumienia, musi myśleć o wszystkich, być pośrednikiem rozumiejącym i ratującym sytuację, tak że nie ma okazji być po prostu sobą. W ten sposób żyje bardziej życiem innych niż własnym. Ta sytuacja nie tylko okrada je z jego dzieciństwa, lecz także sprawia, że w głębi swej istoty nie odnajduje bezpieczeństwa i pozostaje emocjonalnie nierozwinięte, a w efekcie będzie skazane na poczucie ciągłego braku oparcia.
Jeśli jako małe dziecko przeżywało się właśnie takie sytuacje, jak opisane wyżej, będzie się wszelkimi siłami próbowało wytworzyć w sobie taki stosunek do rzeczywistości, by rzeczy niemiłe, przychodzące z zewnątrz, nie mogły nas dosięgnąć; pomimo takiej postawy zranienia doznane w dzieciństwie pozostaną niezagojone. W jaki sposób można się na to uodpornić? Przede wszystkim nie pozwalając, by inni dotknęli naszych uczuć, nakładając jakby czapkę niewidkę, dzięki której funkcjonuje się w świecie anonimowo, jako osoba nierozpoznawalna, przybierając pewną maskę, tak że inni nigdy nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Jeśli nie można już uniknąć angażowania emocji, rozwija się umiejętność dozowania ich albo racjonalnego kierowania nimi. Ma się je pod kontrolą, świadomie dopuszczając je do głosu lub też je eliminując. W żadnym wypadku nie ulega się im spontanicznie, ponieważ mogłoby to być niebezpieczne. Kiedy przyjaciółka jednej z moich pacjentek powiedziała jej, że rodzice pacjentki skarżyli się, iż jest wrogo do nich nastawiona i chłodna, pacjentka odrzekła po chwili namysłu: „Dobrze, wobec tego wyłączę nienawiść”, po czym jej stosunek do rodziców stał się jeszcze bardziej bezosobowy i chłodny.
Dodajmy w tym miejscu, że także dorośli mają pewną granicę tolerancji bodźców oddziałujących na zmysły. Znane są przypadki, że w niektórych krajach w trakcie przesłuchań doprowadza się podejrzanego do ostateczności, stosując długotrwałe nieznośne dźwięki albo efekty świetlne i nie pozwalając na sen; stan długotrwałej samotności lub ciemność potrafią wywołać podobny skutek. Granica tolerancji u małego dziecka jest naturalnie o wiele niższa niż u człowieka dorosłego.
Z tej perspektywy szczególnego znaczenia nabiera sposób karmienia dziecka, to czy jest ono karmione piersią, czy z butelki. Bliskość matki i uszczęśliwiająca intymność, jakiej oboje doświadczają podczas karmienia naturalnego, umożliwia dziecku nie tylko stopniowe uczenie się rozpoznawania osoby, która będąc na każde jego zawołanie, zaspokaja wszystkie jego potrzeby, lecz także sprawia, że rodzą się w nim początki zaufania, wdzięczności i miłości względem innych ludzi. W wypadku dzieci karmionych butelką, co mogą czynić nie tylko osoby przypadkowe, ale też różnie spełniające potrzeby niemowlęcia, proces ten co najmniej się komplikuje: uczenie się takich dzieci trwa dłużej, nie wiążą się też one tak intensywnie z jedną osobą. Jeśli za powstanie stanu schizoidalnego obwiniamy brak bliskiej łączności z otoczeniem, uważając to za okoliczność decydującą w tej sprawie, to początki tej sytuacji można wskazać w tym najwcześniejszym etapie życia człowieka – niemowlęctwie.
Konsekwencją wszystkich opisanych zaburzeń jest to, że dziecko od początku musi się bronić i chronić przed światem lub że czuje się nim rozczarowane. Gdy nie znajduje w otoczeniu osoby naprawdę bliskiej, uczy się opierać na samym sobie, tak że później jago kroki w kierunku konkretnego „ty” są zawsze nieporadne. Gdy nie ma ono później okazji skorygować tych pierwszych niekorzystnych doświadczeń, ujawniają się opisane wyżej braki: tendencja do egocentryzmu i wybujałej niezależności oraz skupianie się na sobie.
Takie pokrótce są czynniki środowiskowe, które sprzyjają rozwojowi osobowości schizoidalnej. Możemy tu tylko nadmienić, że w pokoleniu, na którego wczesne dzieciństwo przypadł czas wojny, obfitujący w podobne do wyżej opisanych okoliczności – niepokój pierwszych tygodni życia wywołany bombardowaniem, koniecznością ucieczki, rozłąką z rodziną, utratą ojczyzny itp. – cechy schizoidalne ujawniają się bardzo często: niechęć wchodzenia w trwałe związki rodzinne, skłonność do związków grupowych i przedsięwzięć o charakterze masowym, gdzie wprawdzie zaspokaja się jakoś potrzebę przynależności, lecz jednocześnie pozostaje się anonimowym. Można też tutaj zaliczyć trudności w nawiązywaniu trwałych kontaktów z osobami płci odmiennej. Problem ten należy zatem widzieć w szerokim kontekście, który ujawnił się z całą ostrością, gdy pokolenie to weszło w okres dojrzewania. Należą tu również pewne cechy sztuki współczesnej, które można opisać jako utratę środka. Sztuka schizoidalna często zapewne porusza, działa jednak odpychająco. Fuhrmeister i Wiesenhütter w „Metamuzyce” dowodzą, że większość muzyków z orkiestr wykonujących przede wszystkim muzykę współczesną po zakończonych próbach czuje się chora.
Cała obecna sytuacja człowieka Zachodu również zdradza cechy schizoidalne: świat daje nam coraz mniej poczucia bezpieczeństwa; pomimo całego komfortu czujemy się coraz bardziej zagrożeni; a nasze samopoczucie jest coraz bardziej zmienne; z powodu nadmiaru bodźców, które nas atakują, z najwyższą trudnością udaje się nam przed nimi bronić; widmo potencjalnych wojen i przekonanie o tym, że możemy dziś dokonać totalnego autounicestwienia; potęga techniki i nauk przyrodniczych wywołująca poczucie zagrożenia egzystencjalnego. To wszystko jest odpowiedzialne za tworzenie się dziś psychiki schizoidalnej. Czymś, co temu procesowi może się przeciwstawić jest wzrost potrzeby powrotu do świata duchowego, ćwiczenia medytacyjne, zainteresowania jogą, a nawet sięganie po narkotyki. Hippisi i wolne ptaki świadomie rezygnują z korzystania z techniki i cywilizacji, której niekontrolowanemu panowaniu sprzeciwia się dziś coraz więcej osób. Podporządkowanie sobie natury, technika przekraczająca czas i przestrzeń coraz bardziej niepokoją naszą uczuciowość, tak dalece, że można mówić o schizoidyzacji społeczeństwa zachodniego.
Brak poczucia bezpieczeństwa w najwcześniejszym dzieciństwie to najkrótsza formuła objaśniająca genezę powstania osobowości schizoidalnej, jeśli czynnik ten połączony jest ze specyficznym oddziaływaniem środowiska. Kwestia, czy i jak dalece psychikę człowieka kształtują przeżycia z okresu płodowego, które małe istota odbiera poprzez organizm matki, jest jeszcze zbyt słabo zbadana, jeśli nie całkowicie hipotetyczna. Stirnimann podaje we wspomnianej już książce, że udało się udowodnić, iż dziecko w fazie płodowej ma zdolność słyszenia. Aparat rentgenowski wykazał mianowicie, że w chwili, gdy w pobliżu ciężarnej kobiety rozległ się odgłos klaksonu samochodu, dziecko w jej łonie wyraźnie drgnęło. Możliwe, że brak poczucia bezpieczeństwa ma swój początek już w łonie matki i wynika z jej nastawienia emocjonalnego do ciąży i dziecka, z jej uczuć i afektów, gdy – zamiast aprobaty i radosnego oczekiwania – matka odczuwa wobec dziecka, które ma urodzić, wrogość, niechęć lub nienawiść.

Przykłady schizoidalnych sposobów przeżywania

Pewien zdolny, lecz bardzo uparty i zamknięty w sobie muzyk znalazł się w trudnej finansowo sytuacji. Ktoś ze znajomych załatwił mu dobrze płatną posadę związaną ściśle z jego zainteresowaniami, co w sposób zasadniczy rozwiązywałoby jego problemy. W dniu, w którym ów muzyk miał się zgłosić do pracy, nie pojawił się jednak w umówionym miejscu bez słowa wyjaśnienia czy przeprosin; w te sposób stracił swoją szansę. W późniejszej rozmowie stwierdził, że znajomy, załatwiając mu tę pracę, chciał się tylko pochwalić własnym rozsądkiem i możliwościami i uzmysłowić mu jego żałosne położenie. Wyraził też przypuszczenie, że znajomy działał z pobudek homoseksualnych.
Zamiast więc przyjąć, co zaproponowano mu z dobrej woli, wycofał się, ogarnięty nagłym lękiem, że popadnie w zależność i będzie zobowiązany do wdzięczności względem drugiej osoby. Musiał stworzyć sobie na swój użytek wytłumaczenie, przypisując swemu znajomemu dwuznaczne motywy działania. W tym trudnym do zrozumienia zachowaniu owego muzyka kryła się jednak głęboka potrzeba wybadania prawdziwych motywów działania jego znajomego: jeśli naprawdę coś dla niego znaczę i naprawdę chciał mi pomóc, nie zniechęci się, że odrzuciłem tę okazję, nie zostawi mnie teraz samego.
Widać tu wyraźnie całą beznadziejność sytuacji tego człowieka, niemożność wyrwania się z tego zaklętego kręgu i nawiązania prawdziwych kontaktów z ludźmi. Lecz kiedy to dano mu gwarancje, by mógł uwierzyć w prawdziwy związek z drugim człowiekiem? A z drugiej strony: kto będzie gotów na wysiłek, okupiony wieloma sytuacjami nie do pozazdroszczenia, by zechcieć dotrzeć do ukrytych głęboko motywów postępowania osoby schizoidalnej? Rzeczywistość w żadnym wypadku tego nie ułatwia.
Sytuacja tego mężczyzny była o tyle skomplikowana, że zarówno pragnął on mocno tego, by jego znajomy – nie zważając na jego zachowanie – nadal się o niego troszczył, jak i czegoś przeciwnego – aby zostawiono go w spokoju. W pierwszym przypadku musiałby skorygować swój stosunek do ludzi, by móc im zaufać (za czym zresztą tęsknił). W drugim przypadku umocniłby się w przekonaniu, że ludzie nie są godni zaufania i pozostał w swej samotności, w poczuciu słusznego rozgoryczenia i pogardy dla otoczenia (co było skądinąd wygodniejsze).
Poza tym często zmieniał przyjaciółki, za każdym razem szybko zrywając znajomość. Powody były różne: raz styl ubierania się, innym razem kształt nóg, kiedy indziej znów wykształcenie; w gruncie rzeczy wszystko stanowiło racjonalizację jego lęku przed związaniem się i zarazem chroniło go przed sytuacją, że gdyby kiedyś jednak naprawdę pokochał, musiałby podjąć całe ryzyko wynikające z tego faktu. Z biografii tego mężczyzny należy jeszcze wydobyć okoliczność, że był dzieckiem pozamałżeńskim, wychowywanym przez różnych krewnych i traktowanym przez nich jak ciężar. Oto kolejny przykład tego typu osobowości:
Pewien mężczyzna w średnim wieku cierpiał, czując, że żyje w samotności, na marginesie. Miał wrażenie, że tak naprawdę nigdzie nie przynależy, że inni się od niego odsuwają, traktują go ironicznie i niechętnie. To rodziło w nim silną niepewność, a jego aktywność zawodowa była zagrożona, bo w pracy spostrzegano go jako ciało obce, osobę w najwyższym stopniu trudną we współżyciu, zaś mechanizm błędnego koła powodował, że jego reakcje na postawę otoczenia jeszcze bardziej wzmagały istniejące konflikty. Nasiliła się więc jego napastliwość wobec kolegów i przełożonych, był wobec nich obraźliwy i ironiczny, a sposobem ubierania się i stylem życia odbiegał od normy tak, że odsuwano się od niego, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego.
Skazany na dystans i osamotnienie przypisywał otoczeniu swoje problemy, z którymi sobie nie radził, a również i otoczenie – drażnione jego zachowaniem – przenosiło nań ze swej strony wiele rzeczy, to przecież typowe, że mamy skłonność do przerzucenia swoich problemów, których albo nie przemyśleliśmy głębiej, albo do końca nie jesteśmy świadomi, na kogoś, kto w naszym odczuciu jest obcy, nietypowy czy też wywołuje w nas niepokój i niepewność. W ten sposób mężczyzna ów stawał się czarną owcą, kozłem ofiarnym grupy w której żył i działał zawodowo. Ponieważ tak naprawdę nie znano go bliżej, wielu uważało go za dziwaka, przy czym nikt nigdy nie próbował się zastanowić, dlaczego właściwie wszyscy go izolują. Rozchodziły się na jego temat plotki, ze „coś z nim nie całkiem w porządku, coś nie tak z jego seksualnością, że politycznie niepewny” itd. Jednym słowem był osobą podejrzewaną o różne rzeczy, chociaż naprawdę nie było jasne, jak i dlaczego. W rozmowach z nim nikt nigdy nie poruszał tych tematów. Odczuwał on tylko wokół siebie dystans, który coraz bardziej się pogłębiał, od czasu do czasu czuł na sobie podejrzliwe spojrzenia i widział, jak porozumiewano się między sobą. Mówiąc krótko, za sprawą obu stron wytworzyło się błędne koło niemożliwe do przecięcia.
Chcę nieco szerzej ukazać biografię owego mężczyzny, żeby wskazać, iż zawiera ona okoliczności ułatwiające rozwój jego przyszłej schizoidii, przyszłych trudności w kontaktach społecznych, których on sam nie był świadom, odczuwając je tylko jako coś niezrozumiałego, jako zrządzenie losu.
Urodził się w rodzinie nietypowej. Jego ojciec był pisarzem podróżnikiem, odnoszącym duże sukcesy w czasie, gdy syn był małym dzieckiem. Zarabiał też wtedy dużo pieniędzy, prowadząc życie na wysokiej stopie: imponujące przyjęcia były jego częścią. Matce bardzo odpowiadał ten styl życia, luksus i możliwość nawiązywania interesujących kontaktów z ludźmi, synowi natomiast nie poświęcała zbyt wiele czasu. W gruncie rzeczy dziecko ją nie obchodziło, nie kochała go. Dlatego bardzo wcześnie zatrudniła do niego służącą, a nieco później czarną opiekunkę. W jego wspomnieniach jawiły się one zresztą jako miłe osoby, którym trudno byłoby coś zarzucić.
Gdy skończył 5 lat, rodzice się rozwiedli. Ich małżeństwo już wcześniej trudno było nazwać wspólnotą, ponieważ oboje, uważając, że manifestują w ten sposób nowoczesność i swobodę, mieli liczne romanse. Chłopiec pozostał przy ojcu, poinformowano o tylko sucho, że matka „poszła sobie”, nie komentując tego faktu. Wkrótce potem matka – o czym dowiedział się wiele lat później – trafiła do kliniki psychiatrycznej z powodu zaburzeń psychicznych. Przypuszczalnie już wcześniej nie była zdrowa. Ojciec, po rozwodzie, ożenił się po raz kolejny, tym razem z siostrą byłej żony, zawierając tym samym trzecie małżeństwo. Nową żoną ojca kierowała nienawiść wobec siostry. Uważała ona, że kiedy obie były w domu rodzinnym, siostra zawsze była przez rodziców faworyzowana. Gdy chłopiec miał 15 lat, macocha popełniła samobójstwo. Ojciec ożenił się po raz czwarty.
W takim środowisku upływała jego młodość. Tak naprawdę nikt się o niego nie troszczył, czuł się wszędzie jak piąte koło u wozu, odkąd pamięta, miał poczucie, że przeszkadza, że jest właściwie niepotrzebny, a nawet niechciany. To przekonanie wzmocniły jeszcze następujące okoliczności: jego dom rodzinny położony był za miastem, na samotnym wzgórzu, w mało zamieszkanej okolicy, tak że chłopiec nie miał w bliskim sąsiedztwie żadnych kolegów. Jego ojciec ekscentryk prowadził swój dziwaczny tryb życia, nadużywając przy tym alkoholu; noc była dla niego dniem, gdyż wtedy pracował, a sypiał w dzień, tak że syn rzadko go widywał. Tygodniami zresztą przebywał poza domem w podróżach. Nie uznawał także ogólnie przyjętych zasad, kpił sobie z nich, twierdząc, że zasady są dla głupich i słabych.
Gdy chłopiec osiągnął wiek szkolny, nie posłano go do szkoły. Uczyli go prywatni nauczyciele, często się zresztą zmieniając. Do szkoły zaczął chodzić dopiero, gdy skończył 10 lat. Wtedy też ujawniły się jego problemy w kontaktach z innymi dziećmi, co nie dziwi, gdy zna się historię jego dzieciństwa. Nie stykał się przecież wcześniej z rówieśnikami. Nie należał również do żadnej grupy rówieśniczej. Powodowany niepewnością chłopiec szukał więc teraz roli, którą mógłby w klasie grać i która byłaby też bezpieczną maską, za którą mógłby się ukryć. Kiedy kilkakrotnie, w sposób niezamierzony, wywołał śmiech i zdobył aprobatę kolegów, szybko wszedł w rolę klasowego klowna. Zabiegał o sympatię, ironizując na temat otaczającej rzeczywistości, ośmieszając nauczycieli, demonstrując obojętność wobec kar i ostrzeżeń, wagarując. Swym zachowaniem zaimponował nawet ojcu, tak iż odczuł nieco ojcowskiej aprobaty; ojciec był dumny, że syn, podobnie jak i on, nie podporządkuje się normom społecznym.
Mimo, że pragnął przyjaźni , chłopcu nie udało się z nikim nawiązać prawdziwie serdecznych relacji, ponieważ inni widzieli w nim kogoś, kto jest wprawdzie interesujący towarzysko, lecz zarazem też nieco komiczny. Dzięki swym uzdolnieniom i inteligencji zdobył sobie pewną pozycję wśród kolegów, lecz żaden z nich nie stał się jego przyjacielem.
Gdy skończył 12 lat, zaczął się u niego etap, który potem nazwał „wielką chorobą”; ponieważ był szczupły, blady, rósł szybko i często chorował, macocha zabroniła mu udziału w gimnastyce i uprawiania wszelkich sportów („Ze względu na twoje serce, za szybko urosłeś”). Zakaz ten przyniósł w konsekwencji taki efekt, że chłopiec nie zaznał nigdy poczucia, jakie płynie ze świadomości posiadania zdrowego ciała, nie czuł się dobrze we własnej skórze i zdradzał objawy zahamowani psychicznych, zachowując się w towarzystwie w sposób niezdarny i nieśmiały. Odpadła przez to kolejna możliwość kontaktu z rówieśnikami: zdrowa bliskość fizyczna i rywalizacja. Macocha chodziła z nim od lekarza do lekarza, skrywając pod tą nadopiekuńczością swoją antypatię do pasierba. Był zmuszany do pozostania w łóżku, choć nie znajdowano właściwie niczego konkretnego. Później jeden z lekarzy stwierdził, że chłopiec ma utajoną gruźlicę, a wtedy na ponad dwa lata zakazano mu opuszczania pokoju, a nawet więcej, łóżka. Chłopiec czytał wówczas bez wyboru masy książek, wyciągając, co akurat było pod ręką z wielkiej biblioteki ojca. Później, już w trakcie terapii psychologicznej powiedział o sobie: „Emocjonalnie jestem o 10 lat młodszy niż intelektualnie”. Jest to cecha charakteryzująca większość ludzi o osobowości schizoidalnej. Inne jego stwierdzenie: „Nie wiem, czy jestem homo- czy heteroseksualny” wyrażało niepewność co do własnej płciowości.


Ostatnio zmieniony przez Angel dnia Śro 22:35, 18 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Angel




Dołączył: 21 Paź 2015
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: kobieta

PostWysłany: Śro 22:34, 18 Lis 2015    Temat postu: cd Oblicza lęku

Gdy skończył 14 lat, posłano go znów do szkoły, lecz ten etap socjalizacji nie okazał się lepszy od poprzedniego. Dwa lata życia spędzone w izolacji, z dala od rówieśników, które przypadły akurat na okres dojrzewania, kiedy nie mając żadnej naprawdę bliskiej osoby, zdany był wyłącznie na własną wyobraźnię, sprawiły, iż jeszcze bardziej skoncentrował się na sobie i że pogłębiły się jego trudności w nawiązywaniu kontaktów. I tym razem również traktowany był przez otoczenie jak ciało obce – przyszedł przecież jako nowy do klasy, w której relacje koleżeńskie tworzyły się od lat i były już strukturą okrzepłą.
W ankiecie na temat wyboru przyszłego zawodu jako piętnastolatek napisał: „Zawodowy palacz papierosów”. Tą ironiczną odpowiedzią wywołał naturalnie wzburzenie nauczycieli. Nie dostrzeżono zagubienia i bezradności, nie odczytano sygnału alarmowego, jaki w tej wypowiedzi tkwił. Jako student ponowił próbę włączenia się do grupy towarzyskiej, zmierzenia się z rówieśnikami, udowodnienia swej męskości. Z tych powodów zgłosił się też dobrowolnie do wojska. Był tam jednak spostrzegany jako oryginał, który swym zachowaniem prowokował innych do kpin i szyderstwa.
Po wyjściu z wojska kontynuował studia – historię, języki i literaturę. Kiedy je skończył, został nauczycielem i szybko znalazł uznanie w swoim fachu. Uczniowie doceniali jego gruntowną wiedzę i wybaczali mu słabości. W domu żył tylko w świecie książek. Ożenił się, a raczej należałoby powiedzieć – ożeniono go – w wieku 24 lat. Jego żona szybko zrozumiała, że bardziej niż ona interesują go książki. Nie rozumiał jej pretensji, będąc przekonany, że dawał jej z siebie wszystko co potrafił, natomiast sam ze swojej strony czuł się rozczarowany małżeństwem i tym, że żona nie interesuje się jego światem wewnętrznym, nie dzieli jego zainteresowań. W młodym małżeństwie zaczęło po obu stronach dochodzić do zdrad i niewierności, u niego także do przygód o charakterze homoseksualnym. Opłacał je ciężkimi wyrzutami sumienia graniczącymi z manią prześladowczą, co sprawiło, że zdecydował się w końcu poddać psychoterapii.
Przedstawiona tu biografia zawiera kilka elementów typowych dla tła rozwoju osobowości schizoidalnej: zbyt duży dystans lub obojętność i nieregularny kontakt opiekunów z dzieckiem w najwcześniejszych miesiącach życia, brak fizycznej czułości i zrozumienia potrzeb dziecka ze strony dorosłych, niedostatek autorytetów i pozostawianie dziecka samemu sobie w ważnych dla niego mementach życia, zbyt mało kontaktów z rówieśnikami, zbyt słaby związek z większą grupą czy społecznością, niedostateczny rozwój sfery emocjonalnej, brak zaufania w stosunku do drugiego człowieka. Wszystko to rodzi wypaczenia we współżyciu z innymi ludźmi – ktoś taki jest skazany na samego siebie, często wskutek reakcji otoczenia, które odrzucając go, strąca go na pozycję samotnika.
Można więc zrozumieć, ze w takich okolicznościach, w których rozwija się jeden z podstawowych rodzajów leku człowieka – lęk przed oddaniem się i bliskością, niepomiernie wzrasta też potrzeba samoobrony, tak że jedyną szansą ocalenia swej osobowości wydaje się niezależność. Osoba schizoidalna czyni niejako ze swego trudnego położenia cnotę, obnosząc swą samotność jako wartość. Nastawienie to może się nasilać, przyjmując postać ekstremalnego narcyzmu, wrogości wobec wszystkiego i wszystkich, zgorzknienia, pogardy dla otoczenia, cynizmu lub nihilizmu. Tymczasem kryje się za tym niedostrzeżone przez nikogo i skwapliwie skrywane głębokie pragnienie bliskości, miłości, zaufania i bycia kochanym. Można sobie wyobrazić, że stąd już tylko krok ku postawom aspołecznym czy przestępczym; niekiedy potrzeba tylko drobnej okoliczności, która stanie się iskrą zapalną takich zachowań. Ta stopniowa gradacja postaw osób schizoidalnych, począwszy od nieufności, poprzez odrzucenie, obojętność, chłód, aż do nienawiści i pogardy dla ludzi jest reakcją na ich przeżycia z okresu wczesnego dzieciństwa i młodości. Doprowadzają one do wytworzenia się błędnego koła, które trudno przerwać.
Jeszcze jeden krótki przykład – autodefinicja pewnego schizoidalnego pacjenta, który swoje niedostatki w dziedzinie emocji i próbę zastąpienia ich racjami rozumu wyraził wyjątkowo plastycznie: „Zawsze mam wrażenie, że tam, gdzie inni reagują emocjami, u mnie włącza się natychmiast jakiś mechanizm, który je wyłącza”. Jest to celny opis faktu, że u osób schizoidalnych nierozwinięte reakcje emocjonalne są zastępowane czujnością intelektu i wrażliwością organów zmysłowych, które działają z precyzją radaru i stanowią mechanizm „wyłączający” emocje.
Duże obciążenia i konflikty, z którymi osoby schizoidalne nie potrafią się uporać, przekładają się potem na symptomy fizyczne; dotykają one albo organów zmysłu, albo skóry i systemu oddechowego. Skóra jest organem, który zarówno oddziela nas od otoczenia, jak i umożliwia kontakt z nim. Na skórze odbijają się więc najwyraźniej kłopoty dotyczące kontaktów emocjonalnych, co objawia się łuszczycą, egzemą, poceniem się czy problemami z ukrwieniem. Układ oddechowy natomiast dotykają dolegliwości o charakterze astmatycznym. Wszystkie te problemy mogą się ujawnić stosunkowo wcześnie.
Uwagi końcowe
Podsumujmy raz jeszcze: spójność systemu emocjonalnego osoby schizoidalnej – która jest istotą wewnętrznie podzieloną, rozbitą – jej wrażenia psychiczne, popędy i reakcje są w różnym, lecz znacznym stopniu zachwiane; w oderwaniu od sfery emocjonalnej działają popędy. Mówiąc inaczej, u osób tego typu nie doszło do integracji różnych pięter osobowości lub życia emocjonalnego za pośrednictwem uczuć. Istnieje też wielka różnica w stopniu dojrzałości pomiędzy rozumem a uczuciami, pomiędzy płaszczyzną intelektu a płaszczyzną emocji. Życie uczuciowe cechuje inna dynamika niż myślenie intelektualne i nie łączą się one w jednym wspólnym przeżywaniu. Osoby schizoidalne, zmuszone od dziecka odbierać rzeczywistość umysłem i zmysłami, gdyż nie było im dane nauczyć się orientowania emocjonalnego, nie wyczuwają żadnych niuansów w sferze uczuć; znają przeważnie tylko prymitywne formy uczuć – afekty. Jest tak, jakby w palecie ich ekspresji brakowało tonów pośrednich: używają tylko barw skrajnych – czarnych i białych. Wszystko to jest skutkiem braku zdrowych relacji uczuciowych z otoczeniem.
Broniąc się przed bliskością, osoba schizoidalna próbuje osiągnąć możliwie największą niezależność. Ze skłonnością do samotności i z unikaniem bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem wiąże się nieuchronnie coraz większy egocentryzm, koncentracja na samym sobie, prowadząca do coraz większej izolacji od otoczenia. Nietrudno zrozumieć, że ludzie tego rodzaju skazani są na doświadczanie najbardziej intensywnych form lęku, ponieważ w warunkach samotności i izolacji, w jakich żyją, lęk się potęguje. Przede wszystkim może ich nękać, w sposób trudny do wytrzymania, lęk przed tym, by nie zwariować.
Lęk ten jest sygnałem, że tego, kto jest obok, traktują oni jak byt obcy oraz świadczy o ich braku poczucia bezpieczeństwa w świecie. Jeden z moich pacjentów powiedział kiedyś: „Lęk jest jedyną rzeczywistością realną, jaką znam”. Charakterystyczne, że nie opisywał on swego odczucia jako lęku przed czymś konkretnym, określonym, lecz jako pewien stan totalny. A oto słowa innego pacjenta: „Nie znam uczucia lęku: gdzieś głęboko we mnie coś prawdopodobnie odczuwa lęk, lecz nie rozgrywa się on we mnie, w moim ja”. Pacjent ten dystansował się zupełnie od swego lęku, wydawało się, że nie istnieje on w jego świadomości. Można sobie jednak wyobrazić, jak chwiejny jest taki stan i jak łatwo człowiek może zostać ogarnięty lękiem istniejącym w pozornym oderwaniu od całej psychiki.
Już samo wypowiedzenie własnego lęku przynosi ulgę. Jeśli jednak ktoś nigdy nie potrafi się na to zdobyć, obawiając się, że odsłoni go to przed drugim człowiekiem albo – gdy ujawni swą słabość i bezbronność - że zostanie uznany za niezrównoważonego, wtedy lęk, narastając przez dłuższy czas, może osiągnąć takie natężenie, że stanie się trudny do udźwignięcia. Wówczas dochodzi do gwałtownego wybuchu lęku z psychozą włącznie, co jest ostatnim aktem rozpaczliwej konieczności wyrzucenia z siebie tych emocji. Człowiek doznaje zaburzeń psychicznych, deformując, zniekształcając realne proporcje rzeczywistości, i szuka ratunku, uciekając w świat nierealny, w którym sam wydaje się sobie zdrowy – z tej perspektywy to świat zewnętrzny jest chory, co w niektórych przypadkach jest zresztą zgodne z prawdą… Tym samym przenosi on swój lęk na obiekty świata zewnętrznego, gdyż wtedy łatwiej mu go uniknąć, usunąć czy opanować; przed lękiem tkwiącym głęboko we własnym wnętrzu ucieczka jest niemożliwa.
Zamykając się w sobie autystycznie, osoby schizoidalne tracą coraz bardziej zainteresowanie światem i ludźmi. Jest to proces, który w psychologii nazwano „utratą obiektu”, a który one same opisują jako doświadczenie końca świata. Gdy redukuje się coraz bardziej własny udział w otaczającej rzeczywistości, swe emocjonalne nią zainteresowanie, świat ubożeje, ginie, zmienia się w nicość. Takie właśnie odczucia wyrażają sny osób schizoidalnych: Jestem na wielkiej obrotowej tarczy, która niczym diabelskie koło, krąży coraz szybciej i szybciej; tracę już równowagę, zsuwam się coraz bliżej ku zewnętrznej krawędzi koła, w każdej chwili mogąc zostać wyrzuconym w nicość. Albo: Wieża obronna zbudowana z cementowego muru posiadająca zaledwie parę otworów i położona na olbrzymiej pustyni; umocnienie jest dobrze strzeżone i wyposażone w żywność na wiele lat. Zamieszkuję w niej samotnie. Trudno lapidarniej wyrazić samotność, izolację, lęk i potrzebę niezależności. Smutny zimowy krajobraz; w tle kilka połamanych drzew, na pierwszym planie mała wanna z ciepłą wodą; czują się bardzo samotnie. To sen pewnego młodego człowieka, który symbolicznie ukazuje jego sytuację:
Urodził się, kiedy ojciec powrócił z I wojny światowej, jako trzecie i ostatnie dziecko. W czasie walk ojciec odniósł ranę głowy, której skutkiem było, że stał się bardzo trudny we współżyciu, łatwo się denerwował i coraz mniej nadawał się do zarządzania gospodarstwem, z którego rodzina się utrzymywała. Matka cały swój czas poświęcała mężowi, przejmując równocześnie kierowanie sprawami majątku, miała więc dla dziecka mało czasu. Mówiąc językiem snu – niewiele ciepła, które symbolizowała wanna. Chłopiec czuł się bardzo osamotniony. Spragniony bliskości matki, jako dwunastolatek skonstruował sobie w taki oto sposób połączenie z matką: gdy leżał wieczorem w łóżku, matka miała zwyczaj grać na pianinie. Chłopiec za pomocą drutu i baterii połączył przycisk znajdujący się na fortepianie z lampą stojącą przy jego łóżku; lampka się zapalała, gdy matka grając, dotykała klawiszy pianina.
U podnóża wielu wynalazków technicznych leży podobna sytuacja emocjonalna ich twórców: nieświadomym założeniem jest potrzeba naprawienia, uzupełnienia czy skorygowania tego, czego zabrakło w dzieciństwie, w tym przypadku dopełnienie kontaktu z matką.
Nic lepiej niż sny nie wyraża sposobu funkcjonowania w świecie osoby schizoidalnej. Wydaje się, że przekonał się o tym także Maksym Gorki, którego trudne dzieciństwo sprawiło, że jako chłopiec wcześnie poszedł z domu na wędrówkę, żeby zarobić na utrzymanie. Gdy po latach Gorki spotkał się z Tołstojem, opowiedział mu następujący sen: „Na bezkresnych drogach zimowej Rosji widzę parę maszerujących butów. Tylko buty”. Nie można wyraziściej oddać samotności.
Postawa wycofująca się ze świata i zamykanie się w sobie powadzą stopniowo do utraty kontaktu z rzeczywistością, co osoby schizoidalne odbierają z przerażeniem jako spadanie w nicość, w absolutną pustkę; przypomina to opisaną wcześniej atmosferę snu z wirującą diabelską tarczą – tam też był obecny wielki lęk. Wyobrażenia lękowe i sny przybierają często postać apokaliptycznych katastrof na skalę ogólnoświatowa. Kto sam chce sobie radzić w życiu, temu grozi utrata kontaktu ze światem, tak że w końcu będzie miał poczucie, iż istnieje zupełnie samotnie.
Pokażmy na kilku jeszcze przykładach konsekwencje, jakie wynikają z lęku przed bliskością i z nadmiernej koncentracji na własnej osobie. Z takim nastawieniem związana jest podejrzliwa czujność, która ma tendencję do przekształcania się w chorobliwe odnoszenie wszystkiego do własnej osoby. Jak mówi przysłowie ludowe: słyszy się wtedy, jak trawa rośnie, to znaczy zawsze i wszędzie upatruje się zagrożeń dla siebie i doszukuje się niepokojących głębszych znaczeń w najbardziej obojętnych wydarzeniach.
Kiedy pewnego razu w moim gabinecie przewiesiłem w inne miejsce obraz wiszący dotąd zawsze na tej samej ścianie, jeden ze schizoidalnych pacjentów skomentował to zaraz, odnosząc to niewinnie wydarzenie do swojej osoby, ze zapewne chciałem w ten sposób sprawdzić jego reakcję na tę zmianę. Tym, co narzuca się w tym przykładzie obok paranoidalnego niemal łączenia faktów z własną osobą, jest bardzo wyostrzona czujność zmysłów, z jaką osoba schizoidalna rejestruje w swym otoczeniu najdrobniejsze zmiany, których inni na ogół zupełnie nie zauważają. Osoby takie, gdy chodzi o funkcjonowanie w świecie, prawie wyłącznie zdane są na spostrzeganie zmysłami, co sprawia, że ich zmysły są bardzo czujne. Innym razem, kiedy w czasie godzinnej terapii kilkakrotnie zadzwonił telefon na moim biurku, ten sam pacjent wyraził przypuszczenie, że celowo umówiłem się z kimś, żeby dzwonił w tym czasie, aby się przekonać, jaka będzie reakcja mego pacjenta na to, że ktoś nam przeszkadza.
Jeśli więc niemal wszystko, co dostrzega się w otoczeniu, odnosi się do siebie – co innym osobom, utrzymującym normalne kontakty i mającym żywe relacje z ludźmi, nie przyszłoby nawet do głowy – wówczas coraz bardziej ulega się urojeniom, obejmującym wszystko, co nas spotyka. Urojenia te mogą się tak rozwinąć, że staną się niemożliwe do wyleczenia. Jest się wówczas przekonanym, ze nic nie dzieje się przypadkiem, że wszystko ma z nami określony, ukryty związek i trzeba tylko postarać się go odczytać.
Oczywiście, taki stan w najwyższym stopniu męczy, niepokoi i sprawia, że traci się całą zdolność obiektywnej oceny i naturalność bycia, lecz równocześnie nieustannie jest się zajętym pytaniem „Qui vive?” i gotowym do obrony przed nagłymi niespodziankami i rzekomymi zagrożeniami. Wystawia się wtedy nieufnie i ostrożnie swoje „czujki”, niczym ślimak ze skorupy, będąc gotowym w każdej chwili je schować, gdy ktoś podejdzie zbyt blisko.
U pewnego młodego człowieka, który kilkakrotnie przeżył porażki w swoim zawodzie, zaczęły się rozwijać urojenia: we wszystkim doszukiwał się pecha. Mężczyzna chciał się wybić ponad środowisko, z którego pochodził, miał jednak za mało zaufania do siebie i żadnego wsparcia ze strony rodziny. W domu uważano, że chce się stać „kimś lepszym”, ze za wysoko mierzy; lepiej by było – sądzono – gdyby poszedł w ślady ojca i został na gospodarstwie, jak w niemieckim przysłowiu:
„Niech szewc zostaje przy swoim kowadle!”. Dlatego mężczyzna ów wkładał wiele wysiłku w to, by osiągnąć swe marzenia i by pokazać, że to potrafi; niepowodzenia przeżywał jako ciężki cios, rodzina natomiast zdawała się być zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Starałam się wiele razy zrozumieć całą złożoność tej sytuacji, rozwiać jego urojone wyobrażenia przez konfrontowanie ich z faktami realnymi. Po ostatniej porażce jednak pacjent uruchomił znowu swe myślenie urojeniowe. Na sesję terapeutyczną przyszedł załamany, rzucając gorzko i niemal prowokacyjnie: „Czy chce pan i tym razem powiedzieć, że to tylko przypadek, że na dworcu zobaczyłem człowieka ubranego w zniszczony garnitur, który dokładnie przypominał mój jedyny porządny garnitur? Czy nie jest to jasne, że ten człowiek chciał mi dać do zrozumienia, iż jestem nieudacznikiem, że przegrałem?!”. Można tu rozpoznać urojeniową interpretację poczucia małej wartości, poczucia klęski, a także zrozumieć tło, które wcześniej naszkicowałem. Widać także, jak niedaleka jest droga od uprzedzeń do urojeń; cum grano salis można powiedzieć, że uprzedzenie jest zalążkiem urojenia. Ludzie, podobnie jak ów pacjent, emocjonalnie trzymają się uprzedzeń, nie będąc wcale skłonni konfrontować ich z rzeczywistością.
Zalążki urojeń, które dotyczą relacji z innymi ludźmi, znamy też z własnego doświadczenia. W życiu normalnego człowieka pojawiają się one w okresach trudnych lub też kiedy przeżywamy nieuświadomiony lęk albo poczucie winy. Na przykład ci, którzy w III Rzeszy byli w opozycji przeciwko nazizmowi, często ulegali podejrzeniom, że są ścigani, i w każdym mężczyźnie w mundurze SA czy SS widzieli osobistego, niebezpiecznego wroga, który miał ich obserwować lub donosić to, co powiedzieli – co zresztą wystarczyło, by znaleźć się w obozie koncentracyjnym. Powstawaniu reakcji urojeniowych sprzyjają samotność, izolacja i brak poczucia bezpieczeństwa oraz realne zagrożenia. Kto, znalazłszy się nocą w obcym domu, a do tego jeszcze może w obcym kraju, usłyszy nieznane sobie odgłosy, będzie miał skłonność tłumaczenia ich sobie błędnie, a zarazem urojeniowo, zwłaszcza kiedy jest psychicznie wzburzony, gdy przeżywa lęk lub poczucie winy. Inaczej zareaguje natomiast osoba, która znajduje się wśród zaprzyjaźnionych, życzliwych sobie osób, a do tego jest wypoczęta. Urojenia osób schizoidalnych dotyczące kontaktu z innymi ludźmi odsłania ich podstawowy problem: izolację i brak poczucia bezpieczeństwa. Przedstawione przykłady wskazują jednocześnie, jak cienka jest granica między zdrowiem a chorobą: ludzie zdrowi przejawiają w sytuacjach skrajnych reakcje właściwe ludziom chorym. Ci ostatni rozwinęli swoje chorobowe reakcje jako rodzaj samoobrony, ponieważ okoliczności ich życia przez długi czas były ekstremalnie trudne.
I jeszcze jeden przykład urojeń wywołanych tłumioną potrzebą kontaktu z innym człowiekiem i niezrealizowaną potrzebą czułości:
Pewien bardzo samotny trzydziestoletni mężczyzna, pozbawiony niemal zupełnie kontaktów z ludźmi, przyszedł na koncert i zajął miejsce obok młodego człowieka. Sąsiad nieoczekiwanie zaintrygował go, zaczął mu się więc ukradkiem przyglądać, czując potrzebę nawiązania z nim jakiegoś kontaktu czy rozmowy. Jednak nieobyty w takich sytuacjach, przestraszony własnym poruszeniem, poczuł nagle lęk, który zaczął narastać, przeradzając się w panikę, ponieważ zaczął dostrzegać jakby barwne kręgi wychodzące od sąsiada i rozchodzące się wokół, układające się tak, jakby chciały go otoczyć, zamknąć w sobie. Poczuł, jak oblewa go zimny pot i w popłochu opuścił salę koncertową.
Można tu łatwo rozpoznać, jak stłumiona potrzeba kontaktu, czułości oraz ukryte w niej pragnienie bliskości homoseksualnej, których mężczyzna ten nie odważył się zasygnalizować, dać do zrozumienia swemu sąsiadowi, przerodziły się w wyobrażenie zniewalającej władzy płynącej rzekomo ze strony owego młodego człowieka (barwne kręgi). Rzeczywista sytuacja została w odbiorze mężczyzny zniekształcona, przekręcona; wewnętrzny lęk odczuwał on jako zagrożenie płynące z zewnątrz, przed którym ratunkiem mogła stać się jedynie ucieczka.
Gdy ktoś jest tak bezbronny i niepewny wobec otaczającego świata, zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie, jest zrozumiałe, iż próbuje rozwinąć taki styl życia, który sprawia, że nie dopuszcza do siebie niczego, i który umożliwia mu bycie nieporuszonym, rzeczowym, zdystansowanym, niedającym się wyprowadzić z równowagi, niedostępnym dla nikogo i niczego. Postawa taka może mieć różne nasilenia – od chłodnego dystansu, arogancji, niedostępności do lodowatego chłodu, z jakim traktuje innych, oraz braku wszelkich uczuć; albo też, gdy ta obrona wydaje się niewystarczająca, może ona przybrać formę nieoczekiwanie gwałtownych reakcji czy agresji, jak to już opisaliśmy. Tutaj prawdziwą pomocą dla osób schizoidalnych może się okazać otoczenie, pod warunkiem, że będzie ono znało okoliczności, które daną osobę doprowadziły do reakcji chorobowych, i ze będzie ono rozumiało, z jakiej wewnętrznej niedoli wynikają takie zachowania.
W terapii osób schizoidalnych mamy do czynienia ze stanami granicznymi, w których pojawia się zagrożenie ludzkiej egzystencji. Pokazuje to z jednej strony, co jest dla człowieka egzystencjalnie ważne, a z drugiej – jakie czynniki związane ze środowiskiem rodzinnym czy społecznym zagrażają rozwojowi człowieka tak dalece, by można to było w przyszłości, jeśli w ogóle, wyrównać. W takich okolicznościach, w atmosferze totalnego zakwestionowania własnej osoby rozwijają się niekiedy ludzie genialni; od psychozy oddziela ich tylko cienka granica.
Jedno jest w każdym razie pewne: jeśli tacy ludzie będą w stanie przezwyciężać swój lęk i cierpienie, osiągną najwyższy stopień człowieczeństwa.
Podkreślmy jeszcze, że natężenie rysów schizoidalnych może występować z różną siłą. Jeśli spróbujemy uszeregować typy schizoidalne, poczynając od tych, które można jeszcze nazwać zdrowymi, poprzez przypadki lekkie, do ciężkich i najcięższych, ułożą się one mniej więcej następująco: osoby nieśmiałe, nadwrażliwe, samotnicy, dziwacy, osoby aspołeczne, kryminaliści, psychotycy. Pośród tych ostatnich zdarzają się obdarzeni genialnymi uzdolnieniami. Geniuszom samotność wychodzi na dobre, ponieważ mogą oni – będąc wolni od tradycji i względów na rzeczy, które na ogół regulują życie innych ludzi – poznać to, czego człowiek przywiązany do tradycji, żyjący w poczuciu bezpieczeństwa nie dostrzega albo dostrzec nie ma odwagi. Ich osobliwa sytuacja pozwala im dojść do oryginalnych wniosków i przekraczać granice, których inni z respektem przestrzegają. Jeśli ich życie uczuciowe nie zostało zubożone, tylko stłumione z powodu lęku, osoby takie mogą mieć bogatą i wrażliwą osobowość, odczuwając głęboką niechęć wobec wszystkiego, co banalne i płytkie. W sytuacji jednak, gdy były one wychowywane w atmosferze chłodu uczuciowego i obojętności, mogą pozostać w sferze emocji i najbardziej ludzkich odruchów nierozwinięte i niedojrzałe.
W stosunku do religii okazują najczęściej sceptycyzm, a często nawet cynizm, potrafią w ostry sposób udowadniać całą „bezsensowność” wiary, są krytyczni wobec obrządków i tradycji oraz tego, co stanowi formalną stronę religii. W ogóle chętnie pozbawiają złudzeń, odzierają z uroku, posuwając się do pozbawionego jakiegokolwiek respektu „wyjaśniania” tego, co niewyjaśnialne, w czym zresztą nasza oświecona, zorientowana przede wszystkim na nauki przyrodnicze epoka znacznie ich wspiera. Są to więc często racjonaliści, którym brak organu odbierającego pewną sferę rzeczywistości, dlatego dyskusja z nimi jest zupełnie bezcelowa.
Często się jednak wydaje, że takie nastawienie wobec religii i wiary jest nieświadomą reakcją, mającą ochronić przed ewentualnym rozczarowaniem; z jednej strony nie mają odwagi wierzyć, bojąc się rozczarowania, w głębi ducha czekają jednak na jakiś „dowód”, który miałby ich przekonać. Czasami ich zzachowanie bywa nihilistyczne i destrukcyjne; potrafią czerpać diabelską wręcz radość z faktu, że zachwieją czyjąś pewność wiary. W ich wysiłkach, by wywołać u innych wątpliwości można rozpoznać znowu niepewność własnych przekonań; być może, nie chcą być sami ze swoją niewiarą… Ci z najcięższymi zaburzeniami nie wierzą, ponieważ nigdy nie zaznali bezpieczeństwa i miłości ze strony człowieka, i oni też mają skłonność do ateizmu. Tacy ludzie chcą być dla innych miarą wszystkich rzeczy, co może prowadzić do chorobliwego poczucia boskości i wywyższenia, właściwych obłędowi. Jest tak, jak gdyby zanik zainteresowania światem i skoncentrowanie się na własnej osobie dawało im poczucie siły i znaczenia, które zwolna zaczyna ogarniać całą ich świadomość. Niektórzy z nich jednak potrafią szukać i znaleźć w religii owo nigdy wcześniej nie zaznane poczucie bezpieczeństwa. Nie będzie to jednak ani wiara dziecięca, ani wiara w osobowego, kochającego Boga. Będzie to raczej przyjęcie istoty ponadosobowej, niezgłębionej, wobec której człowiek jest jednostką posiadającą własną godność i w określonych granicach wolną. Będzie to również świadomość humanistycznego obowiązku człowieka, do którego wypełnienia czuje się zobowiązany.
Osoby schizoidalne kwestionują zasadniczo etykę i moralność. Nie uznają wymagań, które przerastają człowieka, a przez to wywołują poczucie winy. Ich skłonność do przeżywania poczucia winy jest zresztą słabsza niż u innych. Niedostatek kontaktów z otoczeniem sprawia, że osoby takie nie są społecznie przystosowane, w sposób egocentryczny skupiając się na tych własnych cechach, które gwarantują im zachowanie własnego „ja”, a rzeczywistość oceniają według tego, co im samym odpowiada. W ten sposób może się u nich rozwinąć „moralność pana i władcy”, która odnosi się tylko do nich samych. Będą natomiast gardzić „słabymi”, którzy respektują normy, ponieważ odczuwają moralny niepokój, i oceniać takie zachowanie jako tchórzostwo lub brak odwagi. Jeśli osoba schizoidalna ma silną osobowość, żyje według własnej hierarchii wartości, co najlepiej wyraża powiedzenie, że silny jest najsilniejszy, gdy żyje sam, ze wszystkimi konsekwencjami i zagrożeniami wynikającymi z tej sytuacji. Tylko silny potrafi ze swej odmienności, której świadomość posiada bardzo wcześnie, uczynić wartość. Wyraża to motto umieszczone na początku tego rozdziału: „Bądźmy inni niż ci wszyscy, od których roi się w tłumie”. Osoba słabsza i mniej odporna, patrząc na otoczenie, odsuwa się od niego i próbuje, rozbudowując swój własny świat, znaleźć równowagę w taki sposób, by nie musieć potrzebować innych. W takich właśnie okolicznościach dochodzi do głosu charakterystyczna, niekiedy niemal wyłączna skłonność tego typu ludzi ku zwierzętom lub materii nieożywionej. Jeśli są to osoby z poważniejszymi zaburzeniami, często oddziałują na innych niszcząco i destrukcyjnie, zachowując się aspołecznie i wykorzystując innych bez skrupułów.
Rodzice i opiekunowie mający cechy schizoidalne dają swym dzieciom zbyt mało ciepła. Zachowują bowiem wobec nich dystans, który sprawia, że nie mogą zauważać ich potrzeb emocjonalnych i na nie odpowiadać. Często też ironizują na temat uczuć dziecka. Odbierają mu tym samym pewność siebie, a demaskując w brutalny sposób, za pomocą argumentów psychologicznych, motywy jego zachowania, sprzyjają powstawaniu u niego zbyt wczesnej krytycznej samooceny. Dziecko niemal sztywnieje w ich obecności, ranione ich gwałtownymi, trudnymi dla niego do zrozumienia reakcjami, które zarazem utrzymują je w stanie napiętej czujności. Tacy rodzice zbyt rzadko stwarzają dziecku możliwość identyfikowania się z nimi w atmosferze pełnej miłości, bo są dla niego kimś nieosiągalnym. mają za to często dobre relacje z niemowlęciem, wobec którego potrafią być nawet czuli. później łatwiej skrywają swe uczucia za maską drwiącej ironii, która sprawia, iż dziecko nie utwierdza się w przekonaniu, że jego inność ma jakąś wartość i że coś dla nich znaczy, ponieważ nigdy nie doświadcza poczucia, że jest przez rodziców poważnie traktowane. Panicz ma nagle napad czułości? Panienka zapewne chce czegoś ode mnie, bo jest wobec mnie taka dziś miła? – oto styl pytań najeżonych ironią.
Struktura psychiczna osób schizoidalnych sprawia, że wybierają zawody niewymagające bliskiego kontaktu z ludźmi. Mają więc skłonność do wyboru dziedzin teoretyczno-abstrakcyjnych. To urodzeni przyrodnicy, astronomowie, fizycy, matematycy i inżynierowie. Jeśli zawód zmusza ich do kontaktu z ludźmi, odbywa się to nie wprost; pośrednikiem mogą być tu testy, mikroskopy, aparaty rentgenowskie albo – jak w przypadku patologa – ciała zmarłych. Duszę człowieka pojmują oni jako kumulację odruchów fizjologicznych, tak że mogliby powiedzieć za Schopenhauerem: „Dobry Boże, jeśli istniejesz, ratuj moją duszę, jeśli jakąś mam!”. Psychologia w ich wykonaniu – jeśli ją uprawiają – ma w sobie często coś odkrywczego, w czym widoczne jest dążenie do odsłaniania, ujawniania głębszych motywów. Jako lekarze są bardziej naukowcami niż terapeutami, szczególnie dobrze rozumiejąc psychiatrię i specjalności z pogranicza różnych dyscyplin. Jako teologowie skłaniają się bardziej ku religioznawstwu niż ku praktykującej duchowości. Unikają problemów związanych bezpośrednio z człowiekiem, zwracając się raczej ku zwierzętom, roślinom i kamieniom, i badają świat przez organy zmysłów ulepszone o mikroskop i lornetkę w skali zarówno mikro-, jak i makroskopowej.
Nietrudno sobie wyobrazić, jak niebezpieczne mogą się stać owoce odkryć i badań w rękach ogarniętego głęboką schizoidią naukowca, który nie czując się związany z ludźmi, żyje swoimi ideałami i próbuje je urzeczywistnić. Wybór zawodu u tego typu ludzi jest motywowany nie tylko skłonnościami i uzdolnieniami w danym kierunku, lecz i tym, że szukają oni dziedzin, w których spodziewają się znaleźć odpowiedzi obiektywne, nieobarczone emocjonalnym subiektywizmem. Jako filozofowie uprawiają często myślenie abstrakcyjne, znacznie odbiegające od realiów życia; w każdej zresztą dziedzinie bliższa im jest teoria niż praktyka.
W polityce często stanowią element anarchistyczny lub rewolucyjny, głoszą poglądy radykalne – lub odwrotnie – wykazują zupełny brak zainteresowania, w czym przejawia się solipsystyczna postawa wobec rzeczywistości; wspólnota, obojętnie w jakiej formie, ich nie interesuje.
W sztuce wybierają raczej kierunki abstrakcyjne. Wyrażając swoje skomplikowane przeżycia wewnętrzne, oddają je w sposób raczej zaszyfrowany i symboliczny, wymagający klucza interpretacyjnego. Mogą też być surowymi krytykami, karykaturzystami i satyrykami. Ich styl jest najczęściej indywidualny, niekonwencjonalny, w każdym razie – oryginalny. Niekiedy bywają prekursorami danego kierunku, wybiegając daleko w przyszłość. Jeśli tworzą, nie zwracają się konkretnie do jakiegoś odbiorcy ani określonej publiczności, lecz wyrażają prawdy zasadnicze i ogólnoludzkie, mogą zapoczątkować nowe prądy. Ich twórczość pewna jest nastroju i emocji – umieją wyrazić to, co niewyrażalne i wybierają obszary, w które inni się nie zapuszczają lub ich nie dostrzegają, tak że ich dzieła potrafią pogłębić wiedzę o człowieku. Za życia popularność rzadko bywa ich udziałem.
Zawód, który wykonują – ponieważ nie jest on dla nich czymś ostatecznym – traktują tylko jako sposób zarobkowania. Ich właściwe życie jest gdzie indziej. Często spotyka się wśród nich hobbystów i zapaleńców różnych specjalności. Wybierają również często zawody, które wymagają pracy w samotności, rzadko natomiast kontaktów z ludźmi. Zwrócenie się w jakiejś formie ku światu zwierząt, roślin i minerałów nie jest rzadkością. Takie profesje, jak elektryk, pracownik ruchu drogowego i inne, gdzie w sposób nieświadomy i symboliczny, a zarazem abstrakcyjny można zaspokoić potrzebę kontaktu i łączności z innymi ludźmi, odpowiadają im.
Osoby schizoidalne dużego formatu mogą się stać pionierami i inicjatorami w pewnych dziedzinach, zainicjować wielkie zmiany, gdyż ci, którzy najintensywniej przeżywają niepewność ludzkiego życia, dostrzegają takie rzeczy, przeżywają takie piekło i doświadczają takich stanów granicznych w swej samotności i wyobcowaniu, o których ludzie żyjący w poczuciu bezpieczeństwa nie mają żadnego wyobrażenia.
Z wiekiem osoby schizoidalne stają się jeszcze bardziej samotne i dziwaczne. Niektóre jednak nabywają prawdziwej mądrości. Ogólnie można powiedzieć, że łatwiej niż inni akceptują fakt starzenia się; dzięki niezależności i izolacji, do której przywykli, lepiej znoszą osamotnienie. Ponieważ wcześniej już stworzyli sobie własny świat, w którym potrafią żyć, nie będąc zbytnio uzależnieni od innych, mniej też boją się śmierci, traktując ją niesentymentalnie, ze stoickim spokojem. Nie inwestując zbyt wiele w ludzi i świat zewnętrzny, nie uważają też śmierci za wielką stratę i rezygnację. A ponieważ z niczym nie są specjalnie związani, nawet z samym sobą, dlatego łatwiej im wszystko pozostawić.
Pozytywne strony tego typu ludzi wyrażają się w autonomii, odwadze wobec samych siebie i odwadze bycia niezależną jednostkę. Ich mocną stroną jest dar wnikliwej obserwacji, rzeczywistość pozbawiona afektacji, uczciwe i krytyczne spojrzenie na rzeczywistość, odwaga widzenia rzeczy takimi, jakie są, bez uciekania się do upiększającego retuszu. Są oni najmniej skrępowani wszelkiego rodzaju tradycją czy dogmatami, nie uzależniają się od nikogo i niczego, nie przyjmują tego, czego wcześniej nie wypróbowali albo nie przemyśleli. Nie będąc sentymentalni, nie znoszą przesady w uczuciach, wszelkiej niejasności i uczuciowego marzycielstwa. Bronią swych przekonań w sposób jednoznaczny i bezkompromisowy i w każdej sprawie mają własne zdanie. Wobec słabości innych ludzi, które nieubłaganie wychwytują, reagują ironią i uszczypliwością, dlatego trudno wprowadzić ich w błąd i stąd w kontaktach z ludźmi są „niewygodni”, gdyż nie są skłonni ulegać fałszowi i pozorom. Polegają na swych umiejętnościach i potrafią żyć bez pomocy iluzji, chcą sami kształtować swe życie, a los traktują jako coś, co należy zwyciężać; są przekonani, że tylko sam człowiek jest twórcą swego losu.
Trzeba wspomnieć jeszcze o osobach silnie schizoidalnych, które jednak nie cierpią z powodu swej psychiki i uważają się za zdrowe. Traktują one samotność, w jakiej żyją, i niewiązanie z innymi ludźmi jako wartość; żyją na koszt otoczenia, ono zaś cierpi z powodu ich bezwzględności. Do tej kategorii należą często ludzie o cechach przywódczych i ci, którzy rządzą innymi, wykorzystując ich bez skrupułów, co bierze się z ich głębokiej pogardy dla drugiego człowieka.
Jeśli tutaj i w następnych partiach tej książki pozytywne cechy każdego z czterech głównych typów psychicznych zajmują w naszym opisie stosunkowo mało miejsca, wynika to stąd, że o wiele łatwiej w jasny sposób opisać rysy charakterystyczne, odwołując się do przykładów ekstremalnych. Mam nadzieję, że czytelnik nie zechce formułować na tej podstawie ocen wartościujących. Każdy bowiem, niezależnie od swego typu osobowości, ma możliwość osiągnięcia wysokiego poziomu swego człowieczeństwa.
Dla osoby schizoidalnej najważniejsze jest, by nie zaniedbała sfery, która stanowi odwrotność jej cech podstawowych – dążenia do zachowania własnego „ja” i samotności; to jest, by rozwijała ona zdolność dawania z siebie i potrafiła ją tak zintegrować, żeby jej postawy życiowej nie zdominowało jednostronne koncentrowanie się na własnej osobie, które ją wpycha w izolację i uniemożliwia właściwe relacje z otoczeniem. „Nie jest dobrze, by człowiek był sam”… Człowiek niemający dobrych relacji z innymi ludźmi łatwo może się stać nieludzki. Jak zobaczymy w ostatnim rozdziale, u każdego z czterech typów osobowości istnieje skłonność do fascynacji typem kontrastującym; dostrzegam w tym nieświadomie objawiające się dążenie do komplementarności, do pełni, do wyzwalania się z jednostronności, która jest przyczyną skrzywień psychicznych. Człowiek nie może wyłączyć żadnego z czterech podstawowych żywiołów i uciec przed związanym z nim lękiem, nie odnosząc szkody we własnej psychice. Ratunkiem jest odwaga akceptacji i zaufania do siebie samego oraz odwaga zapominania o sobie, która pozwala uniknąć osamotnienia i daje szansę doświadczenia sympatii i bliskości ze strony drugiego człowieka i spostrzegania ich nie tylko jako ciężaru, jako spętania i zagrożenia, lecz przede wszystkim jako oparcia, wspólnoty przeżyć i rozwoju, a także poszerzenia granic własnego „ja” poprzez świat psychiki bliskiej osoby.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gbur




Dołączył: 08 Sty 2016
Posty: 26
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:21, 18 Lut 2016    Temat postu:

Dorzucam od siebie:

[link widoczny dla zalogowanych] (Nie mogę się powstrzymać, żeby nie zacytować wstępu tego artykułu)
Herman Hesse, Wilk Stepowy. napisał:
„Doszło bowiem do tego, że samotność i niezależność przestały być jego pragnieniem i celem, a stały się jego losem, na który został skazany(…)”


[link widoczny dla zalogowanych] ( Historia terminu z różnych punktów widzenia )


Ostatnio zmieniony przez Gbur dnia Pią 0:18, 19 Lut 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Osobowość schizoidalna Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin